Moje dzieci mają za dużo zabawek!

Toniemy w zabawkach, chociaż sami trzymamy się zasady, że prezenty kupujemy dzieciom tylko na wyjątkowe okazje. Staramy się też ograniczać ilość zabawek przynoszonych przez gości, ale niestety nie zawsze możemy to kontrolować. Zabawek jest pewnie kilkadziesiąt, z czego Franek i Lila bawią się kilkunastoma. Zielone ściany w ich pokoju i kolorowy dywan, które miały kontrastować z białymi meblami tylko pogłębiają wrażenie chaosu. Doszłam do wniosku, że musimy jakoś nad tym zapanować, bo inaczej zginiemy pod lawiną zabawek. Inspirację do zmiany znalazłam bardzo blisko, tylko 4 kilometry od naszego domu.

Przypomniała mi się pierwsza wizyta w przedszkolu Montessori, do którego chodzi Franek. W sali, w której przebywają dzieci panuje 100% minimalizm – kremowe ściany, jasna podłoga, proste sosnowe meble, brak kolorowych zabawek, pomoce równiutko poukładane na półkach, wszystkiego MAŁO. Napawałam się brakiem niepotrzebnych przedmiotów i spokojem bijącym od tych neutralnych kolorów, naprawdę idealne miejsce do wyciszenia się, chociaż pewnie po umieszczeniu w nim kilkunastu małych dzieci już nie jest tak cicho ;).

Dziwiłam się, że każda pomoc (czyli taka montessoriańska edukacyjna zabawka), z którą pracują dzieci jest tylko w jednym egzemplarzu, skoro dzieci jest kilkanaście i istnieje duża szansa na to, że dzieci będą chciały korzystać z tej samej pomocy. Tłumaczono nam wtedy, że jest to działanie celowe, bo ograniczenie dostępnych zasobów sprawia, że dzieci zaczynają wchodzić w relacje, muszą rozmawiać, negocjować czy pracować wspólnie. Co więcej, wtedy właśnie uczą się dzielić z innymi i przestają być samolubne, bo im mniej zabawek tym to dzielenie się jest trudniejsze. Zupełnie inne podejście niż to stosowane przez rodziców: „kupmy każdemu dziecku taką samą zabawkę, to nie będą się o nią kłócić”.

Ograniczenie ilości zabawek to ograniczenie ilości bodźców, dzięki czemu w przedszkolu Franek potrafi się przez długi czas skupiać na jednej rzeczy. Poza tym, jeśli zabawek jest mało to istnieje duża szansa, że dziecko będzie bardziej wytrwałe w dążeniu do ich poprawnego obsługiwania, bo nie będzie miało możliwości porzucenia zabawki na rzecz innej. Pamiętam moje zdziwienie, kiedy usłyszałam od Pań w przedszkolu, że Franek przez 3 godziny siedział nad jedną pomocą i skończył z nią pracować dopiero wtedy, gdy osiągnął pełen sukces. Jak daje słowo byłam pewna, że to nie o mojego Franka chodzi :)

Zabawkowy minimalizm uczy dzieci większego szacunku do przedmiotów, skoro zabawek jest mało to bardziej się o nie dba. Jeśli jest ich zdecydowanie za dużo, to popsucie jednej zabawki i tak nie uszczupli zasobów. Przywiązanie do tych kilku czy kilkunastu zabawek być może sprawi, że dziecku przestanie zależeć na dostawianiu nowych.

A największą zaletą pozbycia się zabawek będzie czysty i posprzątany pokój, bo dzieci łatwiej nauczą się utrzymywać porządek, który tak bardzo lubią. A rodzice dzięki temu odzyskają przestrzeń w domu, bo potwory z chęcią przeniosą się z powrotem do swojego pokoju.

Chce żeby u nas było dokładnie tak samo. Od neutralnych kolorów do minimalizmu zabawkowego. Dwie rzeczy, które nie dają mi spokoju to sposób na pozbycie się starych zabawek i ograniczenie napływu nowych.

W pozbywaniu się starych zabawek czuję się trochę mało etycznie, bo przerzucam nasze niezliczone stosy zabawek do domu mojej siostry. Poza tym mamy mnóstwo rzeczy takich, jak całe pudła maskotek i kilkanaście opakowań puzzli, z którymi nie wiem, co zrobić. Jeśli znacie miejsca, w których ktoś chętnie przyjmie używane, ale kompletne zabawki to dajcie znać. Wyślę na własny koszt w ramach inwestycji w naszą nową zabawkową drogę życia :)

A co z nowymi zabawkami? Chcę ograniczyć ich ilość do kilku nowych zabawek w ciągu roku. Dlatego postanowiłam spisać kilka punktów, które planuję przekazywać tym, którzy chcą dać naszym dzieciom prezent.

  1. Są dwie okazje na tyle ważne, żeby kupić dzieciom prezent – urodziny oraz Boże Narodzenie. Żaden inny dzień w roku nie wymaga upominku.
  2. Zabawka nie zawsze jest doskonałym prezentem. Jeśli się na nią uprzesz to kup coś trwałego i edukacyjnego, najlepiej do wspólnej zabawy z rodzicami. Jeśli chcesz przynieść maskotkę, to zastanów się nad tym czy przyjść!
  3. Książka jest zawsze fantastycznym prezentem. Wiem, że miny dzieci po otwarciu paczki z książką nie zawsze w pełni oddają radość, jaka gości w ich sercu, ale to jest prezent, z którego będziemy długo korzystać i który z całą pewnością pozytywnie wpłynie na życie dziecka.
  4. Jeśli koniecznie chcesz kupić moim dzieciom prezent poza wymienionymi dwiema okazjami i nie dasz się przekonać do odwiedzenia nas bez podarunku dla nich, to mam kilka pozazabawkowych propozycji, które nie zaburzają minimalizmu i nie wpływają na zawartość portfela:
    • Jajko niespodzianka – moje dzieci jedzą słodycze tylko, jeśli ktoś z gości im je przyniesie, czyli rzadko. Na widok jajka niespodzianki głupieją, więc z całą pewnością zauważysz radość na ich twarzy. Ilość czekolady w jajku niespodziance jest niewielka, a zabawki wyrzucają sami po 10 minutach zabawy (wiem może nie jest to bardzo ekologiczne, ale wyrzucanie większych zabawek jest jeszcze mniej eko)
    • Książeczki – ta o Autach, którą kupiłam za 5 złotych była czytana co najmniej raz dziennie przez rok, więc jak widać małe edukacyjne rzeczy też potrafią cieszyć.
    • Przedmioty użytkowe – absolutnie najfajniejszy prezent, który ostatnio Franek dostał od znajomych to blok rysunkowy i mały komplet kredek. Koszt niewielki, zabawa długa a utylizacja natychmiastowa, same plusy. Tak samo dobrze sprawdzą się naklejki albo kolorowanki.

Mam nadzieję, że stosowanie się do tych zasad sprawi, że moje dzieci będą miały mało zabawek i dużo książek. Szczerze mówiąc widok pokoju zawalonego książkami jakoś mi nie przeszkadza, zawsze mam wrażenie, że mieszka w nim jakiś inteligentny człowiek :)