Najpiękniejszy pokój w naszym domu!

Przemeblowania są nieodzowną częścią mojego życia, od kiedy pamiętam, a w zasadzie, od kiedy byłam na tyle silna, że potrafiłam przesunąć łóżko, szafę czy biurko. Mogłoby się wydawać, że miłość do przemeblowań to sposób wyrażenia miłości do zmian, tyle że ja nie lubię zmian, a chęć nanoszenia poprawek na aranżację przestrzeni zamiera zawsze wtedy, kiedy wchodząc do danego pomieszczenia, powiem: „Idealnie!”. Jak się domyślacie nie dzieje się to często, gdyż jak większość ludzi nie mam portfela z gumy. Idealnie jest więc urządzony pokój dziewczynek i (prawie) nasza sypialnia. Każde inne pomieszczenie wymaga mniej lub więcej pracy, ale od kilku dni mamy nowy najpiękniejszy pokój w domu i jestem w nim tak zakochana, że muszę koniecznie się pochwalić.

Ten pokój przez ostatnie dwa lata był zapomniany niczym tajemniczy ogród i bardzo długo dochodziliśmy do tego, co w nim ma być i jak ma wyglądać. Kiedy przeprowadziliśmy się do naszego domu prawie 5 lat temu, to w tym pokoju zamieszkał Franek z Lilą (TUTAJ możecie dokładnie zobaczyć, jak się wtedy prezentował). Potem wyprowadził się z niego Franek, a do Lili wprowadziła się Hela i pokój stał się królestwem dziewczyn (i wyglądał wtedy TAK). A dwa lata temu dziewczynki przeniosły się do małego pokoju na dole, a ten wielki i średnio ustawny pokój stał się pokojem kinowym i naszym biurem (to było głupie połączenie), a potem pokojem kinowym i pokojem dla gości.

Pokój Franka i Lili
Pokój Lili i Heli

W ten oto sposób w starym pokoju dzieci ostatecznie umieściliśmy łóżko gościnne, różne sprzęty elektroniczne, sto kilometrów kabli oraz tysiąc pudeł ze wszystkimi moimi gadżetami, które co chwilę przyjeżdżają i odjeżdżają. Pokój był więc zbieraniną przeróżnych sprzętów i mebli, często takich, które nigdzie indziej nie pasowały, ale nie chcieliśmy się ich pozbywać, gdyż jak wiadomo, kiedyś się na pewno przydadzą :D Były więc tam stare ciemne półki, w których doskonale mieszczą się filmy i gry, biały regał na zabawki, który przestał się mieścić u dziewczyn, stare skrzynki na kółkach, które kiedyś służyły jako pojemniki na zabawki w salonie, no i świetne stare biurko, które przez chwilę było biurkiem Franka, ale potem się okazało, że meble z PRL nie są dla dzieci (gdyż brak prowadnic w szufladach doprowadza niecierpliwe dzieci do szału, a szuflady do rozklejenia). Był tam też niechciany już granatowy dywan, który kiedyś wydziergałam na szydełku, no i były uroczo błękitne ściany, które tak świetnie pasowały do pokoju dziecięcego. Jedynym elementem, który się w tym pokoju ciągle zmieniał była kanapa/łóżko dla gości — nie mogliśmy się zdecydować, czy wygodniej ma być nam podczas seansów kinowych, czy gościom, którzy u nas mieszkają.

Aż pewnego dnia odezwał się do nas producent tkaniny obiciowej Persempra i zapytał się, czy my przez przypadek nie potrzebujemy kanapy obitej tkaniną, której żadna plama się nie trzyma. Rozejrzałam się po domu i rzekłam, że my taką tkaniną potrzebujemy obić wszystkie ściany i meble, ale możemy zacząć od kanapy. Wybór kanapy zajął nam kilka miesięcy (serio!), gdyż potrzebowaliśmy kanapy rozkładanej, na której bez problemu zmieszczą się dwie osoby (czyli powierzchnia spania musi wynosić minimum 140 × 190 cm), która po rozłożeniu nie będzie blokować drzwi (czyli głębokość kanapy po rozłożeniu będzie mniejsza niż 165 cm), i która będzie miała pojemnik na pościel. Jestem przekonana, że obejrzałam w międzyczasie kilkaset sof i kanap, a żadna nie spełniała moich wymagań. W końcu znalazłam sofę prawie idealną o najpiękniejszej nazwie na świecie — Madera! Co prawda sofa nie ma pojemnika na pościel, ale doszłam do wniosku, że tę kwestię może rozwiązać puf obity taką samą tkaniną. No i kiedy przyszło nam wybierać kolor, to nie wiem czemu, uparłam się na granatowy (Persempra 4.0 408).

Nasza kanapa w nienaszej tapicerce :)

A potem kiedy wszystko już było zamówione, to doszło do mnie, że ten granatowy kolor to zupełnie do niczego nam nie pasuje (jakby w pokoju-graciarni miało to jakiekolwiek znaczenie) i zaczęłam gorączkowo przeglądać Pinteresta w poszukiwaniu pomysłu na graciarnię z granatową kanapą. Tam odkryłam przepiękny kolor farby Stiffkey Blue (Farrow & Ball) i zrozumiałam, że ta granatowa kanapa to wspaniałe zrządzenie losu, gdyż jedyne czego tej kanapie będzie brakować to ciemnoniebieskie ściany!

Plan był taki, że nie pomalujemy na granatowo całego pokoju, gdyż chciałam zostawić nieco jaśniejszy kącik, w którym stoi białe biurko. Tam miał zostać pierwotny błękitny kolor. To nam niesamowicie ułatwiło wybieranie granatowej farby — musiała pasować do błękitu, więc wybraliśmy prawie najciemniejszy kolor z tej samej palety (będziecie się o to dopytywać, więc od razu zdradzam – to jest PARA P5155-73). Potem zostało nam już „tylko” malowanie i ustawienie wszystkiego na swoim miejscu. Na szczęście mam mądrych przyjaciół, którzy odwiedli mnie od pomysłu samodzielnego malowania ścian. Kiedy powiedziałam im, że za dwa dni muszę mieć pomalowany pokój, bo potem wyjeżdżam, to spadli ze stołków, na których siedzieli i odesłali do super fachowców. I jestem im za to dozgonnie wdzięczna, gdyż nie dość, że było szybko to jeszcze bardzo dokładnie, co najbardziej widać na łączeniu ściany granatowej i błękitnej. Serio nie wiem, ile musiałabym farby zużyć, by wyszło mi to tak idealnie :D

Gdy drugiego dnia malarz ściągnął folię z drzwi, okien i kanapy, i ustawialiśmy meble na docelowych miejscach, okazało się, że granatowa kanapa wygląda w tym pokoju tak, jakby od zawsze była jego częścią. A granatowe ściany dodatkowo podkreślają jej piękny kolor. Od czasu kiedy skończyliśmy remontować ten pokój, przesiaduję na tej kanapie godzinami i cały czas zastanawiam się, czy nie opuścić sypialni i nie przeprowadzić się do nowego pokoju ;)

No i przy okazji postanowiłam sprawdzić, czy obicie tej kanapy faktycznie jest plamoodporne. Obejrzałam wcześniej różne filmy (zarówno producenta, jak i innych blogerek), na których na kanapy i fotele wylewano kawę, wino czy sok pomarańczowy i byłam w szoku, bo faktycznie wyglądało na to, że po plamach nie ma śladu. Ponieważ nasza kanapa jest ciemna, to do sprawdzenia plamoodporności wybrałam mleko. Próbowałam kilkanaście razy — na plamie świeżej, wtartej, zaschniętej, małej i dużej, i za każdym razem plama schodziła przy użyciu wody i ręcznika papierowego! Przy wtartych i zaschniętych plamach potrzeba było po prostu nieco więcej wody i czasu. A najlepsze jest to, że jeśli jakiejś plamy nie doczyściłam i po wyschnięciu było widać jakiś jej fragment, to bez problemu schodziła po kilku (a nawet kilkunastu) godzinach. Co więcej, pomimo tego, że na pufę wylałam w sumie pewnie z litr mleka, to nie ma po nim zarówno śladu, jak i zapachu!

Zaczęłam nawet żałować, że w salonie na dole nie mamy kanapy obitej Persemprą. Specjalnie kupiłam do salonu kanapę z obiciem ściąganym do prania, ale na razie wyprałam ją tylko raz, gdyż jak wiadomo, co innego jest myśleć, że tapicerkę będzie się ściągało do prania, a co innego faktycznie to robić. Na szczęście możemy już bezkarnie rozlewać jedzenie i picie na kanapę w pokoju kinowym ;) A ponieważ to tam mamy projektor, ekran, konsolę i tam oglądamy wszystkie filmy i seriale, to z przyjemnością będziemy tam rozlewać soki, kawę, wino i inne alkohole.

Pokój kinowy prezentuje się teraz znakomicie! Pozostałe meble — ciemne szafki pod cały sprzęt Michała, ciemne regały na gry i filmy, białe biurko, regał i skrzynki komponują się idealnie. Żeby dopełnić całości, kupiliśmy parę drobiazgów — plakaty filmowe, które od dawna chcieliśmy powiesić w pokoju kinowym, duże czarne ramki i mały sześcienny kinkiet, który po dwóch latach zasłonił wystające ze ściany kable! Czekam jeszcze na dużą granatową makramę, która zawiśnie nad małym biurkiem, no i mam w planie przerobić niechciane kolorowe pufy ze starego pokoju dziewczynek, na granatowe, by one też w końcu mogły idealnie wkomponować się w ten pokój.

Naprawdę niesamowicie cieszy mnie to, że mam w końcu nie tylko pokój, w którym mogę trzymać wszystkie gadżety (zarówno te dla dzieci, jak i te moje do szycia i dziergania), ale mam też miejsce, gdzie z przyjemnością mogę usiąść i szydełkować oglądając serial. Obawiam się, że z tego powodu w najbliższych miesiącach spod mych rąk wyjdzie trochę koszyków, puf i dywanów. Nie mogę się też doczekać pierwszych gości, którzy po dwóch latach będą mogli zamieszkać w pięknie urządzonym pokoju, a nie w graciarni!

Zdjęcia: Magda i Piotr Motrenko

Wpis powstał przy współpracy z marką Persempra.