O tym, czego rodzic nie powinien robić na placu zabaw

Czy wiecie, czemu na placu zabaw ławki dla rodziców ustawione są w pewnej odległości od zabawek i sprzętów? Po to, żeby rodzice dali spokój swoim dzieciom, usiedli na ławkach i zajęli się sobą. Dlaczego więc ciągle na placu zabaw więcej jest rodziców stojących przy zjeżdżalni, siedzących w piaskownicy czy biegających za uciekającymi dziećmi? Naprawdę dzieciom należy się nieco wolności, a dla kilkulatków nie ma lepszego miejsca do wyzwolenia spod rodzicielskich rąk niż place zabaw.

placzabawJestem matką wyrodną, która na placu zabaw siedzi na ławce co jakiś czas lokalizując pozycje dzieci. Jeśli widzę, że grozi im niebezpieczeństwo, to reaguję, ale nie podnoszę się, jeśli moje dziecko korzysta z zabawek przeznaczonych dla jego wieku, pertraktuje pożyczenie łopatki od innego dziecka, albo próbuje się przyłączyć do jakiejś podwórkowej bandy. To jest ich sprawa, co robią w miejscu przeznaczonym do zabawy. Jeśli będą potrzebować mojej pomocy, to wiedzą, na której ławce siedzę.

Mam to szczęście, że mieszkamy w okolicy, która nie ma nic wspólnego z ekskluzywnym osiedlem dla elit. Najbliżej naszego domu znajduje się duży, ogrodzony plac zabaw na blokowisku z lat 70., gdzie najbardziej popularnym ubiorem jest strój sportowy. Mieszkające tam rodziny nie mają fioła na punkcie swoich dzieci, a wyjście na plac zabaw traktują w kategoriach towarzyskich, bo tam spotykają swoich kolegów ze szkolnej paczki. W związku z tym ich dzieci na placu zabaw są naprawdę wolne — mamusie i tatusiowe zajęci pogawędką z kolegami nie wstają z ławek, jeśli sytuacja tego nie wymaga, dzieci nie przychodzą do nich skarżyć, że ktoś im zabrał łopatkę, a jak chcą, żeby ktoś ich pohuśtał, to szukają starszego kolegi. Na tym placu zabaw nie czuję się winna, że siedzę na ławce, nie jestem proszona o interwencje, kiedy moje dziecko chce pożyczyć cudzą łopatkę i żaden z rodziców nie decyduje o tym, czy moje dziecko może się bawić z ich potomstwem. Po prostu wszyscy dorośli doszli do wniosku, że na placu zabaw dzieci mają zająć się same sobą. Moim zdaniem bardzo słusznie.

placzabaw-2Tylko czemu, jeśli zdarza mi się pójść na jakiś „obcy” plac zabaw to widzę tylu rodziców okupujących miejsca stojące przy zjeżdżalniach? Dlaczego rodzice siadają w piaskownicy, groźnie strzegąc łopatki i wiaderka swojego dziecka albo pilnując, żeby ich dziecko pożyczało swoją łopatkę każdemu, kto o nią poprosi? Dlaczego dziecko nie może spróbować samo wspiąć się na drabinkę? Rozumiem, jeśli jest to ich pierwsza w życiu wizyta na placu zabaw, albo pierwsza próba skorzystania z zabawki — wtedy mogą potrzebować przewodnika, ale 3-4 latki świetnie radzą sobie same. Z moich obserwacji wynika, że do wojny o łopatkę dochodzi rzadziej, jeśli rodzice w niej nie uczestniczą — nie zmuszają swoich dzieci do pożyczania zabawek i nie wyrywają cudzym dzieciom zabawek ich potomstwa. Gdzie dzieci mają się nauczyć negocjacji i handlu wymiennego, jeśli nie w piaskownicy? Gdzie mają nauczyć się oceniać własne możliwości, jeśli nie na zbyt wysokiej drabince czy zjeżdżalni? Jak mają nauczyć się samodzielnie huśtać, jeśli rodzic posłusznie reaguje na każde „pohuśtaj mnie”. Na placu zabaw naprawdę trzeba być nieco leniwym. Jeśli nie jesteście w stanie pozwolić 3-4 latkowi na samodzielną zabawę, to jak za kilka lat chcecie mu pozwolić wyjść na podwórko bez was? Naprawdę macie zamiar zmarnować sobie i dzieciom życie cały czas za nimi chodząc, cały czas sprawdzając, czy nic im nie jest i kontrolując, czy osoby, z którymi rozmawiają to porządne towarzystwo?

Nie kręćcie się wokół dzieci niczym satelity — wystarczy raz im pokazać, którędy wchodzi się na zjeżdżalnie, na pewno zapamiętają drogę. Wychodząc na plac zabaw, zabierzcie ze sobą książkę, gazetę lub chociaż telefon. Usiądźcie sobie wygodnie w miejscu z dobrym widokiem i cieszcie się tym momentem. Bo rodzice zawsze mają deficyt świętego spokoju :)