Ponczo samochodowe, czyli bezpieczna jazda ze starszakiem

Pewnie nie raz słyszeliście o tym, że pasów w samochodzie nie należy zapinać na grubych, zimowych kurtkach. Jeśli zapinamy pasy na grubej kurtce, to powstaje na nich bardzo duży luz, a luźno zapięte pasy nie chronią dziecka w trakcie zderzenia. Z drugiej strony ściąganie kurtki w nieogrzanym samochodzie brzmi w okresie jesienno-zimowym jak jakiś żart, szczególnie jeśli jedziemy gdzieś kilkanaście minut! Czy jest jakiś sposób na to, by nie bawić się w zakładanie i ściąganie kurtki na mrozie, a równocześnie zapinać pasy tak, by nie powstawały żadne luzy? Oczywiście!

Z niemowlakami jeżdżącymi w fotelikach-nosidełkach jest o tyle prosto, że możemy używać w nich wszelkiej maści śpiworków samochodowych. Pisałam o nich między innymi TUTAJ. Dziecko w śpiworku ubrane jest normalnie, więc możemy bez obaw zapiąć pasy fotelika, które następnie przykrywamy górną częścią śpiworka. Dziecko nie marznie i pasy są prawidłowo zapięte.

Starsze dzieci podróżujące w fotelikach zapinanych na pasy samochodowe też mają łatwo. Wystarczy rozpiąć kurtkę, zapiąć pas, a następnie zapiąć kurtkę nad pasem! Zresztą taką samą metodę przy zapinaniu pasów powinni stosować dorośli, bo na naszych kurtkach też powstają ogromne luzy, które można w ten prosty sposób zlikwidować.

A co z tymi dziećmi, które nie są niemowlakami, a jeżdżą w fotelikach z wewnętrzną uprzężą? No tu jest problem, bo nawet rozpięcie kurtki niewiele da. Jak zrobić, by równocześnie pasy były mocno dociągnięte, a dziecko siedziało w kurtce?

Rozwiązaniem tego dylematu jest ponczo samochodowe! Wspaniały i prosty wynalazek. Na zwykłe ubranie zakłada się ponczo samochodowe, po wejściu do samochodu rozpina się boki poncza, pasy zapina się dziecku pod spodem, a następnie przednią częścią ponczo okrywa się dziecko. Przy wyjściu z samochodu wystarczy odpiąć pasy, zapiąć boki i dziecko jest gotowe do wyjścia.

ponczo samochodowe

W kwietniu pisałam o świetnych ponczach od Patulove, od kilku tygodni testujemy ponczo Ponko stworzone przez Asię, autorkę bloga Antoonóvka. Ponieważ pogoda nam się ostatnio zmieniła diametralnie i dzieciaki jeżdżą do szkoły w zimowych kurtkach, to postanowiłam pokazać wam produkty obu marek, żebyście wiedzieli, że istnieją rozwiązania, które pozwalają na bezpieczne przewożenie dzieci jesienią i zimą!

Ponczo samochodowe Patulove

Po lewej Lila w ponczo, po prawej Hela w kurtce Patulove

Miłość nasza do poncza od Patulove jest wielka. Dziewczyny się o nie nieustannie kłóciły, bo ponczo jest naprawdę śliczne! Uszyte jest z podwójnej warstwy grubego polaru, ma uroczy kaptur, a boki zapinane są na magnesy (których odpinanie i zapinanie jest bardzo szybkie). Z przodu znajduje się suwak, dzięki czemu ponczo można ściągnąć tak, jak zwykłą kurtkę. Lila tak bardzo zakochała się w ponczo, że nie chciała się z nim w ogóle rozstawać! Próbowałam jej nawet tłumaczyć, że ona poncza nie potrzebuje, bo może spokojnie zapinać pasy pod kurtką, no ale z ponczem nie wygrasz :)

ponczo samochodowe

Poncza Patulove dostępne są w kilku wariantach (poza królikiem jest jeszcze przepiękny lis, smok i miś) i w 3 różnych rozmiarach (1-2 lata, 2-5 lat, 5-8 lat). My mamy to największe :)

Wiosną testowaliśmy też zimową kurtkę samochodową Patulove, ale jej już nie ma w ofercie, bo idzie nowe! Wkrótce będzie można kupić zupełnie nową, jak podejrzewam dużo lepszą kurtkę samochodową. Więc do tej, w której na zdjęciu jest Hela się nie przywiązujcie :)

Ponczo Patulove kosztuje od 169 zł do 189 zł (w zależności od rozmiaru), więc nie jest to dużo, jak na produkt, który posłuży nam kilka lat. Poncza są na tyle obszerne, że nie ma konieczności wymieniać ich co roku!

Ponczo samochodowe Ponko

ponczo samochodowe

Ponczo Ponko testujemy od kilku tygodni. A w zasadzie testuje je Hela, bo zamówiłam rozmiar standardowy (a nie Toddler), który pasuje tylko na nią. Przyznam, że zakochałam się w tym zielonym kolorze i nawet nie sprawdziłam rozmiaru :) Ale pasuje, więc nie dramatyzuję.

Ponko skonstruowane jest nieco inaczej. Zakłada się je przez głowę, co może się wydawać niepraktyczne, ale ten szary golfik jest mocno rozciągliwy, więc jedynym utrudnieniem w naszym przypadku są okulary Heli, o których trzeba pamiętać przed założeniem i ściągnięciem poncza.

Ponko zapinane jest z boku na napy (więc jest to mniej wygodne niż w Patulove) i ponieważ te napy znajdują się na dole poncza, a nie tuż poniżej rąk to ma się wrażenie, że dziecko jest w nim mniej osłonięte od wiatru. Z drugiej strony jeśli jest naprawdę zimno, to nie biegamy z dzieckiem w tym ponczo po dworze, tylko idziemy prosto do samochodu.

Bardzo podoba mi się możliwość podpięcia ponczo (boczne napy przypinamy wtedy do tych na środku), bo dzięki temu możemy nieco zmniejszyć jego rozmiar i staje się ono wygodniejsze w użyciu dla mniejszych dzieci.

Ponko dostępne jest w kilku kolorach i dwóch rozmiarach – standardowy (ten ma Hela) i Toddler (ok. 15 cm dłuższe od standardowego). Mniejsze Ponko kosztuje 119 zł, a większe 149 zł, więc są nieco tańsze od Patulove.

Jak używamy poncza?

Wiadomo, w długich trasach dzieci nie siedzą w samochodzie w kurtkach, ściągają je tuż po wejściu do samochodu, okrywają się nimi, a jak samochód się rozgrzeje, to kurtki lądują w bagażniku. Ale przy krótkich trasach (droga do przedszkola) nikt nie bawi się w takie coś, bo samochód nie zdąży się nagrzać. Można wtedy, zamiast zimowej kurtki założyć dziecku ponczo samochodowe, a w przedszkolnej szatni trzymać zwykłą kurtkę, którą dziecko zakłada przy wyjściu na dwór. Oczywiście w ponczo można też biegać po placu zabaw, ale na te zimowe dni zostałabym jednak przy ciepłej kurtce :)

Jeśli szukacie rozwiązania problemu kurtkowego, to bardzo polecam Patulove i Ponko! Oba produkty stworzone zostały przez przedsiębiorcze babki, oba szyte są w Polsce.