Termos na rodzinne wyprawy [PORÓWNANIE]

Tydzień temu pokazałam na blogu nasze termosy obiadowe, teraz czas na termosy na napoje, które świetnie sprawdzą się podczas rodzinnych wycieczek nie tylko jesienią i zimą. Takich tradycyjnych termosów na ciepłą herbatę jest pewnie milion, ale dziwnym trafem my do niedawna nie mieliśmy w posiadaniu żadnego. Używaliśmy termicznych kubków, ale nadeszła starość, a wraz z nią termos, a w zasadzie pięć – po jednym dla każdego :) Ta klęska urodzaju nie jest jednak taka zła, bo dzięki niej macie to porównianie.

Powiem szczerze, że osobno lubię każdy z tych termosów, ale jak przyszło do porównań, to okazało się, że jednak mam swoje preferencje (zresztą nie tylko ja!) i tylko część z nich trafiła do tych moich ulubionych. Od razu jednak uprzedzam, że każdy z naszych termosów jest godny polecenia – każdy jest dobrej jakości i sprawdza się podczas wyjazdów, ale warto przy zakupie wziąć pod uwagę różne cechy i wybrać taki termos, który będzie nam odpowiadał w największym stopniu!

termos

Termos Rex London z kubkiem

termos

Termos Rex London z kubkiem to nasz ulubieniec pod każdym (prawie) względem. Przede wszystkim ma kubeczek, dzięki któremu łatwiej jest z niego korzystać podczas wycieczek. Po drugie jest bardzo ładny (i to w każdej szacie graficznej) – nam najbardziej przypadła do gustu wersja z lisem, ale są też jednorożce, kaktusy, słoń, lama czy lew! Mógłby być nieco większy, bo mieści w sobie tylko 350 ml napoju, więc może się okazać, że każde dziecko powinno mieć własny termos, co w sumie nie jest złym pomysłem, bo przynajmniej unikamy kłótni i wyrywania sobie termosu.

Ten termos świetnie trzyma temperaturę. Po wlaniu do niego wrzątku i wsadzeniu termosu do lodówki (temperatura 3°C) dopiero po 5 godzinach można było się napić herbaty bez dmuchania w nią. Po 10 godzinach spędzonych w lodówce woda w termosie miała wciąż ponad 50°C – to jest najlepszy wynik spośród wszystkich naszych termosów! Dlatego jeśli zdecydujecie się na ten termos, to warto przed wycieczką zastanowić się, na jak długo wychodzicie i w zależności od tego albo nalać do niego wyłącznie wrzątek, albo wymieszać wrzątek z zimną wodą. Ja szczerze mówiąc wolę, żeby dzieci po 2-3 godzinach mogły się napić ciepłej wody (bez parzenia sobie ust), więc zazwyczaj dolewam do tego termosu trochę zimnej wody.

Termos ma tradycyjne zamknięcie – poza kubeczkiem jest jeszcze korek, który otwiera się poprzez wciśnięcie, to znacznie zmniejsza ryzyko wylania herbaty (i poparzenia się) przez nieuwagę :)

Wspaniałą zaletą tego termosu jest cena! Kosztuje on 55 zł, czyli jest sporo tańszy od większości testowanych przeze mnie termosów. Jak widać, nie trzeba płacić fortuny, by mieć termos, który dobrze trzyma temperaturę i jest bardzo praktyczny. Termosy Rex London możecie kupić w sklepie Baby&Travel.

Termos Rex London

termos

Ten model termosu Rex London nie przypadł nam do gustu tak bardzo, jak termos z kubkiem, ale może znajdzie swoich fanów. Jest to termos wykonany ze stali nierdzewnej, nieduży i poręczny. Ma kilka wersji kolorystycznych – my mamy pandę, ale dostępny jest też termos z królikiem, kotkiem i chmurką. Mieści w sobie 350 ml napoju, więc tyle, żeby wystarczyło picia na wycieczkę dla dziecka.

Całkiem dobrze trzyma temperaturę, po 3 godzinach spędzonych w lodówce, woda w tym termosie nadal była gorąca! Z moich obserwacji wynika, że ten termos utrzyma wysoką temperaturę wrzątku przez 5-8 godzin, czyli jest to raczej bardzo dobry wynik.

Największą wadą jest brak kubeczka. Po odkręceniu termosu albo możemy nalać herbatę do własnych kubeczków, albo pić bezpośrednio z niego, co może być ryzykowne przy małych dzieciach i gorącym napoju. Dlatego polecam albo zabieranie na wycieczkę dodatkowych kubeczków, albo dolewanie do wrzątku nieco zimnej wody. I warto uważać podczas korzystania z termosu, bo po odkręceniu zakrętki wystarczy chwila nieuwagi, by wylać jego zawartość.

Termos Rex London nie jest drogi, kosztuje 65 zł. Można go kupić między innymi w sklepie Baby&Travel.

Termos Twistshake

Miętowy Twistshake ma pojemność 420 ml i wykonany jest ze stali nierdzewnej. Zewnętrzna ścianka pokryta jest przyjemnym w dotyku silikonem, więc nie wyślizguje się z rąk! Łatwo jest go umyć i bardzo dobrze trzyma temperaturę gorącego napoju. W niektórych sytuacjach trzyma ją nawet za dobrze i trzeba długo czekać, zanim się z niego napijemy. Zresztą z piciem też nie jest łatwo, gdyż ten termos nie ma kubeczka, zakrętka jest po prostu zakrętką, więc jeśli nie mamy własnych kubeczków, to trzeba pić bezpośrednio z termosu, co może być problematyczne przy niezbyt uważnych dzieciach. Ponieważ termos nie ma innego zamknięcia poza zakrętką, to również trzeba uważać, żeby dzieci przez przypadek nie wylały jego zawartości podczas postoju w trakcie wycieczki.

Jeśli postanowicie zaparzyć herbatę bezpośrednio w termosie Twistshake, to może się okazać, że dopiero po 4-5 godzinach będziecie mogli się z niego napić bez ryzyka oparzeń, chociaż to oczywiście w dużej mierze zależy od tego, czy zazwyczaj pijecie wrzątek, czy czekacie, aż herbata ostygnie :) Paradoksalnie, dla mnie ten długi czas utrzymywania wysokiej temperatury bywa sporą wadą. Ja po prostu nie lubię zbyt gorącej herbaty i nie lubię mieć poparzonego języka :)

Jeśli szukacie termosu, który utrzyma temperaturę nawet przez 10 godzin, to Twistshake spełni wasze oczekiwania. W trakcie naszych testów wsadziłam Twistshake z wrzątkiem do lodówki (tuż przed zakręceniem termosu temperatura wody wynosiła 95°C) i po 3 godzinach woda miała 70°C, czyli była gorąca, ale możliwa do wypicia. Dlatego ja nauczona doświadczeniem staram się wlewać tam nieco ostudzoną herbatę, tak by po 2-3 godzinach móc bez problemu ją wypić. Oczywiście, jeśli mam na to czas, bo zazwyczaj szykuję picie tuż przed wyjściem i wtedy nie ma zmiłuj, do termosu leci wrzątek ;)

Jeśli chcecie kupić termos Twistshake, to kosztuje on około 99 zł. Najłatwiej znaleźć go na Ceneo.

Termos z rurką b.box

Termos z rurką b.box to ulubiony termos Heli. Oczywiście główną przyczyną tej miłości jest rurka, która ułatwia picie. Jest to naprawdę bardzo fajne rozwiązanie, bo nie trzeba się zastanawiać, do czego przelać herbatę, by można się było jej napić. Oczywiście niesie to za sobą inne wyzwania, jak na przykład ryzyko poparzenia się, jeśli herbata w termosie jest zbyt gorąca. Warto przed podaniem termosu dziecku sprawdzić, czy na pewno temperatura jest odpowiednia.

Termos nie trzyma temperatury tak dobrze, jak Rex London czy Twistshake, ale to akurat w przypadku tego termosu jest zaleta. Już po 2 godzinach od wlania wrzątku można się z niego napić bez ryzyka. Tak naprawdę termos ten najlepiej sprawdzi się na 2-3 godzinnych wycieczkach. Po 5 godzinach woda będzie wciąż ciepła (48°C), ale im dalej, tym gorzej z temperaturą. Dla młodszych dzieci ten termos zdecydowanie wystarczy, bo raczej nie zabieramy ich na całodniowe wycieczki, a pół dnia termos wytrzyma :)

termos

Pojemność termosu to 350 ml, czy w sam raz dla jednego dziecko. Ogromną zaletą jest to, że termos można myć w zmywarce! Bardzo jest to przydatne, szczególnie jeśli często z niego korzystamy. Ze względu na fakt, że jest to bidon z rurką, taki termos możemy z powodzeniem używać przez cały rok, zarówno do zimnych, jak i ciepłych napoi. Jest to więc idealny termos dla przedszkolaków i uczniów!

Niestety nie należy do najtańszych. Kosztuje 109 zł i można kupić go między innymi w sklepie Baby&Travel. Dostępny jest w 4 wersjach kolorystycznych.

Termos z rurką ZoLi Pow Pip

Kolejny termos, który mamy to bidon termiczny z rurką ZoLi Pow Pip. Nie jest to klasyczny termos, ale u nas sprawdza się genialnie i w sumie polecam go każdemu, kto szuka termosu na rodzinne wycieczki, podczas których nie planuje wędrować w mrozie przez 10 godzin. Termos ma pojemność 470 ml i wykonany jest ze stali nierdzewnej, a z zewnątrz pokryty jest taką matową powłoką, która sprawia, że łatwiej go trzymać w rękach (nawet tych niedużych). W zakrętce jest ukryty ustnik, dzięki czemu nie trzeba odkręcać termosu, by się z niego napić. Z tego też względu zalecam, aby przed podaniem tego termosu dziecku samemu sprawdzić temperaturę napoju w środku!

Nieco uciążliwe jest mycie termosu Zoli, bo o ile sam pojemnik myje się łatwo, o tyle rurkę i ustnik trzeba już dość dokładnie wyczyścić w zakamarkach, by nic się w środku nie zalęgło. Ale jeśli macie taki wycior do mycia smoczków czy rurek, to dobrze sobie poradzicie z tym zadaniem.

Termos Zoli nie trzyma temperatury tak dobrze, jak Twistshake czy Rex London, ale jak już pisałam, czasami jest to zaleta! Przy młodszych dzieciach lepiej sprawdza się termos, z którego już po 2 godzinach można się spokojnie napić bez poparzenia sobie języka. Termos Zoli został poddany takiemu samemu doświadczeniu jak pozostałe. Po wlaniu do niego wrzątku wsadziłam go do lodówki (woda tuż przed zakręceniem termosu miała 95°C), po 2 godzinach temperatura wody wynosiła 67°C (gorąca, ale do wypicia), po 3 godzinach miała 59°C (ciepła, w sam raz do wypicia), a po 5 godzinach tylko 47°C (czyli jeszcze ciepła). Ewidentnie widać więc, że jest to termos, który raczej krótko utrzymuje temperaturę napoju, co dla niektórych może być wadą.

Dużym plusem termosów Zoli jest to, że dzięki wygodnemu ustnikowi nasze dzieci będą chciały z niej korzystać cały rok! Może więc być to bidon na każdą okazję – do szkoły i na wędrówkę. Zoli Pow Pip kosztuje 125 zł, czyli porównywalnie do innych stalowych termobutelek, ale więcej od tradycyjnych termosów. Dostępne są w pięciu kolorach i można je kupić między innymi w Fabryce Wafelków.

A na koniec porównanie całej piątki:

Zdjęcia: Agnieszka Wanat


Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)

Przydał Ci się mój wpis? Poleć go znajomym :)