Twoje dziecko – nasza sprawa

Kiedy zostajesz matką w Polsce, przestajesz być osobą prywatną. Może nie latają za Tobą paparazzi i obcy ludzie nie wysyłają Twoich zdjęć na Pudelka, ale sprawą publiczną staję się to, jak urodziłaś, jak karmisz i jak będziesz wychowywać swoje dziecko.

Najlepsza matka to ta, która rodzi naturalnie (Choćbyś miała przeć przez dwa dni, po porodzie musiałabyś robić plastykę pochwy, a Twoje dziecko miałoby ubytki na zdrowiu). Musisz też karmić naturalnie (Choćbyś nie miała pokarmu albo ochoty na wkładanie swoich brodawek w usta dziecka). Wtedy jesteś zuch-dziewczyna, prawdziwa Matka Polka, bohaterka, wzór dla innych.

Najgorszą zaś opcją jest poród przez cięcie cesarskie (Boisz się bólu? Co z Ciebie za kobieta? Masz wskazania medyczne? Ja też miałam, ale rodziłam naturalnie!) połączone z karmieniem mlekiem modyfikowanym (Nie wiesz, że badania pokazały, że dzieci karmione mlekiem modyfikowanym są mniej inteligentne, otyłe i mają cukrzycę?). Wtedy w ogóle ciężko nazwać Cię matką. No bo ani nie wiesz co to ból porodowy, ani nie znasz tego mistycznego uczucia, jakim jest wysysanie z Twojej piersi mleka. Takim jak Ty powinna się przyjrzeć opieka społeczna, bo z całą pewnością Twoje dziecko nie będzie szczęśliwe, a Ty będziesz je karmić słoikami (a wiadomo, że w tych słoikach czai się śmierć).

Nigdy nie spotkałam się z bojówkami matek, które rodziły przez CC i karmiły dziecko mlekiem modyfikowanym. Nigdy nie czytałam ich nachalnej propagandy i wychwalania swojego wyboru jako najlepszego na świecie. Nie wiem, czy są bardziej świadome, czy bardziej cenią sobie wolny wybór, czy po prostu nie interesuje ich to, jak rodzą i karmią inne matki, bo skupiają się na swoim życiu.

Lecz za każdym razem, kiedy pojawia się temat rodzenia albo karmienia, to z najdalszych zakątków Internetu wyskakują gorące propagatorki jedynego właściwego stylu macierzyństwa — naturalnego rodzenia i naturalnego karmienia. Jest wśród nich trochę kobiet, które swoje opinie ograniczą do: „wolę rodzić naturalnie niż przez CC” oraz „moim zdaniem karmienie naturalne to lepszy wybór dla mnie i dziecka”. Ale za nimi czają się bojówki tych, które będą namawiać, nawracać, a nawet straszyć te złe matki, które chcą skrzywdzić swoje dziecko.

Każda mama karmiąca mlekiem modyfikowanym, którą znam ma za sobą dziwne rozmowy prowadzone z różnymi osobami — hitem jest doradca laktacyjny, który tłumaczył młodej lekarce po porodzie (o zgrozo to było cesarskie cięcie na życzenie), że powinna karmić piersią, bo tak jest lepiej dla dziecka. Naprawdę? Młoda lekarka z całą pewnością nie miała o tym pojęcia, a jej prawo do wyboru nic nie znaczyło w obliczu walki o inteligencję i zdrowie jej dziecka. Nie wiem, jak to się stało, że jej dziecko żyje, ma się dobrze, jest niezwykle inteligentne a do tego szczupłe. Zgodnie z zapowiedzią doradcy laktacyjnego nic porządnego nie mogło z niego wyrosnąć.

To, co mnie niezwykle cieszy to fakt, że Franek nie urodził się w Polsce. Entuzjastycznie nastawiona do karmienia piersią przez piękne obrazki z gazetek, w których szczęśliwa mama karmi piersią małego pulpecika, przeżyłam szok, kiedy okazało się, że moje dopiero co narodzone dziecko pomimo przystawiania do piersi, posiadania doradcy laktacyjnego na zawołanie przez 24 h na dobę i ciągłych konsultacji z pediatrą nie przybiera na wadze. Co więcej, traci ją, dużo bardziej niż powinno, znacznie dłużej niż powinno. W szpitalu w Szwajcarii gdzie przeżywałam swój pierwszy macierzyński koszmar, nikt mnie do niczego nie namawiał i nie zmuszał. Nikt mi nie kazał karmić piersią lub butelką, ale personel wspierał mnie w moich wyborach. I po kolejnej przeryczanej dobie, kiedy moje dziecko darło się z głodu, a ja nie mogłam go wykarmić, usłyszałam od położnej coś, co postawiło mnie na nogi:

“Dziecko do szczęścia potrzebuje dwóch rzeczy: miłości i mleka. Nikt nie powiedział, że musi być to Twoje mleko”.

Prawda objawiona. Wielkie szczęście na mojej twarzy, kiedy okazało się, że Franek nie musi płakać z głodu, że może zasnąć najedzony. Widząc, jak spokojne jest moje dziecko, nie miałam absolutnie żadnych wyrzutów sumienia, co więcej to tak dobrze wpłynęło na moją psychikę, że pojawiło się moje własne mleko — nie w ilości, która pozwoliłaby wykarmić Franka, ale w takiej ilości, że mleko modyfikowane zostało z nami jedynie na dokarmianie. Przez kilka kolejnych miesięcy mieszkania w Szwajcarii NIKT nie zainteresował się tym jak karmię, dlaczego dokarmiam ani nie tłumaczył mi, dlaczego nie jestem dobrą matką. Ale to jest kraj o niezwykle rozwiniętym szacunku do obywateli — nikt nie będzie chciał Cię urazić nachalną propagandą czegoś, na co nie masz ochoty. W szpitalu lekarze i położne dobrze wyedukują Cię w zakresie karmienia naturalnego, ale nikt nie spojrzy na Ciebie krzywo, jeśli powiesz: „nie będę karmić piersią, bo nie chcę, żeby obwisły mi cycki”. To są Twoje cycki i Twoje święte prawo do decydowania o tym, czy będą wisiały, czy nie.

Nie wiem, jak to by wyglądało w Polsce, ale pewnie przez wiele miesięcy byłabym oceniana przez pryzmat tego, w jaki sposób karmię moje dziecko. Musiałabym słuchać o tym, jak wielką krzywdę wyrządzam własnemu dziecku i, że dokarmianie jest moją osobistą porażką. Mamy niestety zbyt dobrze zakorzenione przekonanie o tym, że nasze ciało jest własnością wspólną — mamy więc prawo do decydowania o tym, jak inni powinni rodzić i karmić. Szkoda tylko, że na tym kończy się dbanie o młodego obywatela.

Jeśli myślisz droga zła matko, że po porodzie i pierwszych kilku miesiącach z butelką nic złego Cię nie czeka, to spróbuj zadać publicznie pytanie o to, jaką kaszkę i słoiczek kupić dziecku. Chyba nie chcesz karmić go KUPNYM JEDZENIEM. Ręce Ci ucięło? Blendera w domu nie masz? Gotować nie potrafisz? Takim jak Ty powinni zabronić rodzić dzieci. Nikogo nie interesuje, że to może być TWÓJ przemyślany wybór, bo przecież gdybyś myślała, to karmiłabyś dziecko gotowaną po nocy kaszą jaglaną z jabłkami zebranymi z Twojej jabłonki (Nie masz jabłonki? To skąd masz jabłka? Chyba nie te pryskane z Chin!!!!!). To, co je Twoje dziecko jest sprawą publiczną i w interesie Polski powinnaś robić to, co Internetowa Loża Najmądrzejszych Matek Ci powie.

Bardzo często pojawia się też kwestia tego, czy śpisz z dzieckiem (powinnaś częściej niż z mężem, bo dziecko potrzebuje Twojej bliskości, a mąż spełnił swoją prokreacyjną funkcję), czy zapewniasz dziecku właściwą edukację poprzez wspólne słuchanie Beethovena (Nie lubisz muzyki poważnej? Kto Ci pozwolił na dziecko?), czy Twoje dziecko ma wystarczającą ilość zajęć pozalekcyjnych (Nie sądzisz, chyba że szkoła mu wystarcza), jakie książki o wychowaniu przeczytałaś (Nie czytasz? Wierzysz w intuicję albo przykład Twoich rodziców? Tacy jak Ty powinni zdawać egzamin na rodzica).

Nie wiem, jak długo trwa to Internetowe nawracanie poprzez walenie młotkiem po głowie „złych” rodziców, ale mam wrażenie, że nie skończy się razem z pełnoletnością Twoich dzieci. Więc przyzwyczaj się droga matko, że dopóki nie zaczniesz żyć zgodnie z zasadami ustalonymi przez ogólnospołeczną mądrość, to nie zaznasz spokoju. Będą Cię męczyć, drwić z Ciebie i obrażać, dopóki się nie nawrócisz, albo nie oddasz dziecka do adopcji.

Chociaż kto wie, może kiedyś Internetowa Loża Najmądrzejszych Matek nauczy się przedstawiać swoje zdanie w sposób nienachalny, pozytywny i cywilizowany, tak żeby wszystkim żyło się lepiej… Ha! Ha!

A na zakończenie specjalna macierz, która powie Ci jaką matką jesteś.

matka