Ta jedna rzecz w szkolnej wyprawce, o której nie możemy zapomnieć!

Wrzesień to dla nas od 4 lat miesiąc tak szalony, że zazwyczaj po pierwszej ekscytacji wybieraniem nowych kredek i zeszytów, czekam z utęsknieniem, aż się skończy. Bo po tych miłych zakupach w papierniczym zaczyna się cała reszta – szkolne zebrania, podpisywanie miliona dokumentów, poszukiwanie wymarzonych zajęć dodatkowych, upychanie wszystkiego w grafiku tak, żeby dziecko było zadowolone, a rodzic był w stanie dotrwać żywy do weekendu. Nie ma się więc co dziwić, że staramy się zminimalizować ilość spraw, które wrzuca się nam na głowę i jeśli tylko ktoś może przejąć od nas jakieś zadanie, to z chęcią się na to zgadzamy. Jednym z tematów, który często zrzucamy z własnej głowy, jest ubezpieczenie szkolne.

Pamiętam, że kiedy sama chodziłam do szkoły, to wykupienie grupowego ubezpieczenia szkolnego było „obowiązkowe”, to znaczy w sumie tak się wszystkim wydawało, bo jak się dowiedziałam kilka lat temu, nie ma obowiązku kupienia tego ubezpieczenia, które proponuje szkoła! Co zresztą uświadomiła mi szkoła moich dzieci – proponując ubezpieczenie grupowe, ale od razu zaznaczając, że absolutnie nie ma konieczności decydowania się na nie. Rodzic może ubezpieczyć dziecko samodzielnie, albo skorzystać z ubezpieczenia, które proponuje szkoła.

ubezpieczenie szkolne

Moje szkolne doświadczenia z grupowymi ubezpieczeniami są bardzo kiepskie. W liceum miałam wypadek – upadłam na głowę (nieźle brzmi, prawda?), tydzień zwolnienia ze szkoły, drętwienie rąk, kilka tygodni w gorsecie, a potem rehabilitacja. Trochę przy tym wycierpiałam, nie powiem, ale byłam przekonana, że przynajmniej za te cierpienia dostanę odszkodowanie i chociaż coś sobie kupię. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ten nasz szkolny, grupowy ubezpieczyciel doszedł do wniosku, że taki wypadek, zwolnienie z zajęć, gorset i rehabilitacja, to żaden uszczerbek na zdrowiu i należy mi wypłacić dokładnie 0 polskich nowych złotych! Jakoś się po tym pozbierałam, ale już nigdy przenigdy nie wykupiłam ubezpieczenia u tegoż ubezpieczyciela (trzymam się tego dzielnie już 20 lat!).

Dlatego od kiedy sama decyduję o ubezpieczeniach, nigdy nie kupuję ich z automatu. Czytam warunki ubezpieczenia (mimo że rzadko napisane są ludzkim językiem), sprawdzam, co dokładnie wchodzi w zakres ubezpieczenia i na jaką kwotę jesteśmy ubezpieczeni. I pomimo tego, że we wrześniu naprawdę mam ciekawsze rzeczy do ogarnięcia niż szukanie ubezpieczenia dla dzieci, to nie decyduję się na kupowanie ubezpieczenia NNW bez sprawdzenia co się w nim kryje, bo a nuż, któreś z moich dzieci upadnie na głowę, uszkodzi sobie kręgosłup, a potem okaże się, że ubezpieczenie w żadnej mierze nie pokryje, chociażby kosztów leczenia czy niezbędnej rehabilitacji.

Na co zwracam uwagę przy wyborze szkolnego ubezpieczenia dla moich dzieci?

Przede wszystkim ubezpieczenie musi działać cały rok, nie tylko na terenie szkoły, ale poza nią, w domu i na wszelkich zajęciach dodatkowych. Moje dzieci nie uprawiają żadnego sportu wyczynowo, więc nie szukam ubezpieczenia, które obejmuje zawodowych sportowców.

Po drugie ubezpieczenie powinno obejmować nie tylko sam uszczerbek na zdrowiu, ale również pobyt w szpitalu, rehabilitację czy zwrot kosztów leczenia. To ostatnie jest dla mnie o tyle ważne, że w dzisiejszych czasach skorzystanie z państwowej służby zdrowia nie jest łatwe. W te wakacje Franek złamał palca i o ile założenie szyny udało się ogarnąć w państwowym szpitalu, to na rentgen kontrolny i wizytę lekarską na NFZ po 3 tygodniach od złamania nie mieliśmy co liczyć. To mogliśmy ogarnąć wyłącznie prywatnie – dlatego ważne jest to, żeby ubezpieczenie obejmowało też takie rzeczy. Moje licealne ubezpieczenie nie obejmowało takich „głupot” jak rehabilitacja, za którą musiałam ostatecznie zapłacić sama. Dlatego teraz jestem na tym punkcie wyczulona.

Trzecia ważna dla mnie rzecz to obsługa tego ubezpieczenia online. Chcę móc wybrać i kupić ubezpieczenie przez internet, a jeśli zdarzy się jakiś wypadek czy choroba to chcę to ogarnąć online bez konieczności dzwonienia do pana Staszka i wysyłania dokumentów pocztą. W XXI wieku internetowy panel obsługi ubezpieczenia to nie są przecież żadne fanaberie, tylko absolutny standard.

Jakie ubezpieczenie szkolne wybraliśmy w tym roku?

Nie ukrywam, że jak co roku, kusiło mnie wybranie grupowego ubezpieczenia szkolnego, bo jakby nie było to zawsze mniej roboty. Problem polega na tym, że jak już się coś stanie i trzeba z tego ubezpieczenia skorzystać, to roboty jest więcej, bo trzeba się zgłosić do szkoły, potem szkoła podaje nr telefonu do agenta, od którego ubezpieczenie się kupiło i całość potrafi się ciągnąć tygodniami.

ubezpieczenie szkolne

Pokonałam więc mojego wewnętrznego lenia i postanowiłam to ogarnąć samodzielnie, ale nie myślcie, że przestudiowałam wszystkie dostępne na rynku oferty – bez przesady! Po prostu zdecydowałam się na ubezpieczenie dzieci tam, gdzie sami mamy ubezpieczenie na życie :D Aviva, bo o tym ubezpieczycielu mowa ma nie tylko specjalnie przygotowane ubezpieczenia dla przedszkolaków i uczniów, ale i serwis internetowy MojaAviva, przez który mogłam wszystko od razu załatwić (przez MojaAviva można nie tylko kupić ubezpieczenie, ale również w bardzo prosty sposób zgłosić wszelkie szkody i zdarzenia).

Szkolne ubezpieczenie NNW Twoje Dziecko w Avivie obejmuje wszystko to, na czym mi zależy, a nawet ciut więcej, bo również odbudowę stomatologiczną stałych zębów czy ugryzienie przez psa lub ukąszenie przez owady (pod warunkiem pobytu w szpitalu). Bardzo podoba mi się też zwrot kosztów korepetycji (do 600 minut) w sytuacji, kiedy dziecko trafi do szpitala. A gdyby po wypadku niezbędne były operacje plastyczne, to również takie rzeczy pokrywa ubezpieczenie!

Oczywiście wszystko rozbija się o koszty, bo ważne jest nie tylko, co zawiera w sobie ubezpieczenie, ale i do jakiej sumy! Twoje Dziecko w Avivie ma 4 warianty składki – od 39 zł do 299 zł rocznie za dziecko! A suma ubezpieczenia wynosi od 17000 do 70000 zł. Ja mogłam na ubezpieczenie wydać 200 zł, co przy trójce dzieci pozwoliło mi na zakup wariantu bardzo dobrego (59 zł za dziecko) – suma ubezpieczenia wynosi 30000 zł w przypadku śmierci na skutek nieszczęśliwego wypadku i do 25000 zł z tytułu trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Ale oczywiście można wybrać ubezpieczenie tańsze (39 zł rocznie), jak i nieco droższe (79 zł lub 299 zł rocznie). Wszystkie warianty są w bardzo klarowny sposób opisane na stronie in.aviva.pl/twojedziecko i nawet Ogólne Warunki Ubezpieczenia napisane są językiem zrozumiałym dla przeciętnego człowieka. Zakup ubezpieczenia zajmuje dosłownie chwilę (zwłaszcza jeśli płacicie Blikiem) a ochrona zaczyna się w wybranym przez was dniu (między 2 a 60 dniem od zakupu ubezpieczenia).

ubezpieczenie szkolne

Wybranie odpowiedniego ubezpieczenia, przeczytanie OWU i kupienie wybranego wariantu zajęło mi w sumie może godzinę, więc jestem z tego wyboru bardzo zadowolona – z jednej strony wiem, co kupuję, a z drugiej nie musiałam godzinami ślęczeć nad porównywaniem kilkunastu propozycji różnych ubezpieczycieli!

Teraz pozostało mi tylko trzymać kciuki za to, by mimo dobrego ubezpieczenia, nie było nam dane z niego skorzystać! Ubezpieczenie w Avivie polecam każdemu, kto szuka dobrego szkolnego ubezpieczenia! Będziecie Państwo zadowoleni!


Wpis powstał przy współpracy z Aviva.