Żeglowanie w ciąży

Nie wiem jak to się stało, że pierwszy raz żeglowałam po morzu w wieku lat trzydziestu i w dodatku w 7 miesiącu ciąży, ale pomimo początkowych obaw, okazało się, że ciąża i żeglarstwo idą w parze :) Już od kilku lat chcieliśmy spędzić któreś wakacje na łódce, ale jakoś nigdy nie byliśmy w stanie zgrać się terminami z resztą załogi. Kiedy na początku roku otrzymaliśmy od znajomych propozycję wspólnego rejsu, to tylko westchnęłam głęboko, bo w sumie bardzo chcieliśmy popłynąć, ale z moich obliczeń wychodziło, że będę wtedy w dość zaawansowanej ciąży i z pewnością znowu ominie nas ta przyjemność. Ku mojemu zaskoczeniu znajomi, którzy są doświadczonymi żeglarzami nie mrugnęli okiem na wieść o ciąży (to znaczy pogratulowali :)), ale nie widzieli przeszkód przed moim wejściem na pokład. Jedyne, co mnie przerażało to potencjalna choroba morska – bo wiszenie za burtą przez tydzień to słaba wakacyjna wizja. 

photo 1 copy 2 photo 2 copy 2

Zdecydowaliśmy się na tygodniowy rejs po Chorwacji. Głównie dlatego, że my jeszcze nigdy tam nie byliśmy, były ogromne szanse na ładną pogodę, no i na Adriatyku kołysze mniej niż na środku oceanu. Przed wyjazdem długo zastanawiałam się nad tym, czy jako ciężarna powinnam się szczególnie przygotować do rejsu. Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym bardziej byłam przekonana o tym, że mój bagaż nie powinien odbiegać od bagażu nieciężarnej i nawet łażenie po Internecie w poszukiwaniu niezbędnych gadżetów dla ciężarnych żeglarek nie przyniosło żadnych rezultatów. Postawiłam więc na zdrowy rozsądek i zabranie tych przedmiotów, które sprawią, że rejs będzie komfortowy, a ja nie będę w panice biegać po chorwackich sklepach. Tak więc mój dodatkowy ciążowy bagaż składał się z dwóch przedmiotów – poduchy do spania i kremu przeciw rozstępom. Bez poduchy nie potrafię spać, a wizja spania w ciasnej kajucie nie napawała mnie optymizmem. Zaś brak kremu mógł spowodować, że zamiast cieszyć się rejsem gapiłabym się przez tydzień na brzuch w poszukiwaniu rozstępów po czym i tak kupiłabym pierwszy lepszy krem w chorwackiej aptece ;) Zgodnie z przewidywaniami okazało się, że te dwa ciążowe gadżety były niezbędne i nie potrzebowałam absolutnie niczego więcej (poza ubraniami, w które byłabym w stanie się zmieścić :)).

photo 1

Na łodzi musiałam pamiętać o tym, że mam nieco zmieniony środek ciężkości, więc trochę łatwiej jest mi stracić równowagę i tym samym się przewrócić, bądź wylecieć z łódki do wody. W związku z tym szybko przekonałam się, że zalecenie niebiegania po mocno kołyszącej się łodzi jest jak najbardziej słuszne i starałam się to robić wtedy, kiedy szanse wpadnięcia do wody były minimalne. Oprócz tego byłam raczej normalnym członkiem załogi – świetnie szło mi mycie naczyń czy parzenie herbaty ;) Choroba morska mnie ominęła – pierwszego dnia faktycznie było mi niedobrze, ale szybko mi przeszło. Chyba największym problemem był mój wyczulony węch – spaliśmy w kajucie rufowej (czyli tej z tyłu) gdzie unosił się intensywny zapach benzyny, której nikt poza mną oczywiście nie czuł. Ale i tak wolałam benzynę niż nadmierne kołysanie w kajucie dziobowej.

photo 2 copy photo 2

Chorwacja okazała się być prześliczna, zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie niż większość krajów europejskich – przepiękne małe miasteczka ze znacznie mniejszą liczbą turystów niż na przykład we Włoszech. A możliwość pływania od portu do portu i oglądania codziennie innego miejsca była chyba największym plusem takich wakacji. Niestety tygodniowy rejs ma to do siebie, że nie trwa zbyt długo i nie da się dopłynąć wszędzie, więc z całą pewnością będziemy chcieli tam wrócić, żeby móc zobaczyć też południową część wybrzeża Chorwacji. W ciągu kilku dni udało nam się zaliczyć nieco żeglarskich atrakcji takich jak: nocowanie na kotwicy, nocna burza w trakcie stania na kotwicy, nocne wachty w celu niezatopienia łódki, urwanie steru (na szczęście tuż przed wejściem do portu), nocowanie na bojce i szukanie naszej łódki podczas nocnego powrotu z miasta na pontonie. Oprócz tego w ciągu tygodnia zjadłam więcej owoców morza niż przez całe życie, ominął mnie za to smak chorwackiego wina, ale planuję nadrobić za rok.

Jeśli więc macie obawy, czy żeglowanie w ciąży to dobry pomysł na wakacje, to oświadczam, że w sumie lepszego pomysłu na spędzenie ostatnich miesięcy spokoju nie znalazłam. Wszystkie nasze przygody opisał mój szanowny małżonek na naszym wakacyjnym blogu, więc jeśli ktoś chciałby wiedzieć co dokładnie wydarzyło się w Chorwacji i co udało się nam zobaczyć może poczytać tutaj. A poniżej mała galeria wakacyjnych zdjęć :)

photo 5

żeglowanie w ciąży

photo 1 copy photo 3 copy

żeglowanie w ciąży