Wakacje w Emiratach, czyli po co zabierać dzieci na plażę na drugim końcu świata

Podobno istnieją takie rodziny, w których dzieci zapytane o wymarzoną aktywność wakacyjną zgodnie mówią, że nie marzą o niczym innym, jak w końcu zobaczyć na żywo katedrę Notre Dame czy móc pokontemplować przed „Ostatnią Wieczerzą” Leonarda da Vinci! Niestety nasze dzieci zgodnie twierdzą, że na żywo to najchętniej zobaczą basen, a pokontemplują, usypując wieże z piasku, i jeśli ten basen będzie w jakiejś katedrze, a obraz na plaży to im to w ogóle nie będzie przeszkadzać.

Sama jakieś dziesięć lat temu dostałabym dreszczy na myśl o tym, że mam przez tydzień albo dwa spacerować między pokojem hotelowym, basenem a plażą. Bo jak to tak? Wyjechać daleko po to, by większość czasu spędzić na leżeniu? Tymczasem jak się okazuje, rodzicielstwo jest najlepszym lekarstwem na zbyt dużą wakacyjną aktywność. Po pierwsze nie ma co kryć, pełnienie całodobowych usług pielęgnacyjno-wychowawczych jest wyczerpujące psychicznie i fizycznie. Po drugie najłatwiej uczymy się przez naśladowanie innych i ani się człowiek nie obejrzy, a po kilku latach spędzonych z dzieckiem okazuje się, że piasek i woda mogą być większą atrakcją niż chodzenie po murze chińskim. Chociaż oczywiście głupotą byłoby nie pójść zobaczyć tego muru, skoro raz w życiu mamy do niego rzut kamieniem.

Dlatego raz na jakiś czas zdarza nam się wyjechać na takie wakacje, podczas których to dzieci dyktują warunki, a my od czasu do czasu staramy się przepleść plażowanie i kąpiele jakąś wycieczką w celu poznania miejsca, w którym jesteśmy.

Kiedyś (czyli w sumie, zanim zostaliśmy rodzicami) uważaliśmy też, że zabieranie dzieci gdzieś daleko, po to, żeby one posiedziały na plaży, jest bez sensu, bo ani dzieci tego nie docenią, ani nie zapamiętają. A potem zabraliśmy niespełna trzyletniego Franka na wyspę Kos i już piąty rok słuchamy jego opowieści o plaży z okiem proroka, czy o wyspie świętego Mikołaja. Był tam tylko przez chwilę, a mówi o tym tak, jakby spędził na Kos pół życia. To nam trochę otworzyło oczy na podróżowanie z dziećmi. Nie musisz ich pakować do plecaka i przejść na piechotę Tajlandię, by przywiozły ze sobą cenne wspomnienia. Wspomnienia można też kolekcjonować, zbierając muszelki na plaży i jedząc lody w ciekawych miejscach. Dzieci poznają świat „przy okazji” tych lodów, bawienia się na plaży z innymi dziećmi, stania w kolejce na lotnisku. Nie ma się co zarzynać na takim wyjeździe szukaniem atrakcji, wycieczkami i ciągłym zwiedzaniem, trzeba dać sobie na luz, czerpać z dziecięcego podejścia do życia i pozwolić sobie na leżenie na plaży, bo jakby nie liczyć, to w życiu zdecydowanie rzadziej odpoczywamy, niż pracujemy :)

Kiedy wybieraliśmy miejsce, w które udamy się na styczniowe wakacje, to szukaliśmy czegoś, co będzie w miarę niedaleko, pozwoli na leniuchowanie na plaży, ale i da nam wszystkim możliwość poznania jakiegoś nowego miejsca i kultury. Od Mastercard, który jest parterem naszej podróży, dostaliśmy też bardzo praktyczne zadanie do wykonania – sprawdzić jak w wybranym przez nas miejscu wygląda kwestia płatności bezgotówkowych. Dlatego wybór padł na Zjednoczone Emiraty Arabskie – niewielkie państwo, o którym wiemy naprawdę niedużo, poza tym, że znajduje się tam Dubaj, a w nim najwyższy budynek świata Burj Khalifa. W naszych przedwyjazdowych wyobrażeniach był to kraj bardzo nowoczesny, jeśli chodzi o nowe technologie, bardzo drogi i mocno religijny. Już na samym początku okazało się, że rzeczywistość jest trochę inna niż to, co mieliśmy w głowie, a nawet nie zdążyliśmy jeszcze zobaczyć Dubaju czy Abu Dabi.

W ciągu najbliższych dwóch tygodni będziemy kolekcjonować bezcenne wspomnienia i szukać pamiątek z podróży – takich, które sprawią, że dzieciaki przez wiele lat będą dobrze wspominać Emiraty i nasze wakacje. Franek z Lilą zrobili już co prawda pierwszy rekonesans w hotelowym sklepie i póki co myślą, że świetną pamiątką z Emiratów będzie pistolet Nerf oraz maska Spidermana, ale od jutra zaczynamy pracować nad zmianą perspektywy w tej kwestii! I mocno liczę tutaj na wasze wsparcie, bo jeśli chodzi o pamiątki, to Mastercard postarał się, by trafiły one również w wasze ręce! Czytelnicy bloga, którzy obserwują fanpage @MamyGadzety na Facebooku, będą mieć szansę zdecydować, jakie pamiątki z Emiratów przywieziemy do Polski oraz wygrać te pamiątki również dla siebie! Dlatego po pierwsze zachęcam do obserwowania relacji z naszej podróży na Facebooku i Instagramie, a po drugie namawiam do tego, byście podczas głosowania nad pamiątkami myśleli przede wszystkim o sobie, bo nigdy nie wiadomo, czy przez przypadek pamiątki nie trafią do was!

Już teraz zachęcam do wrzucania w komentarze waszych propozycji zakupowych, bo ja tu jestem po raz pierwszy i nie mam zielonego pojęcia, co warto kupić w Emiratach! Poza tym, że nie warto kupować zabawek basenowych tuż przy basenie – bankrutować lepiej jest jednak na czymś innym niż dmuchany żółw ;)

Wpis powstał przy współpracy z Mastercard.