Rozszerzanie diety niemowlaka, droga od papki do kotleta

Wpis powstał przy współpracy z marką Gerber.

 

Siedzimy przy stole i jemy obiad. Lila z Frankiem sami siebie ogarniają, nie zawsze ładnie kroją kotlety, czasem wyleją kubeczek z wodą, wybrzydzają, jeśli czegoś nie lubią i są tygodnie, kiedy dziobią talerz jak kury, żeby potem przez miesiąc pochłaniać zawartość całej lodówki na jednym wdechu i skakać z radości na widok talerza z zupą pomidorową. Są już całkiem duzi, ale w mojej głowie cały czas mam obrazki pierwszych samodzielnie pochłoniętych przez Franka kanapek z szynką i skwaszoną minę Lili po pierwszym podejściu do jabłka. Teraz już się nie zastanawiam nad tym, co mogę im podać, a na co jest za wcześnie, czy poradzą sobie z tak twardym mięsem i czy na pewno najedzą się tym obiadem. Trochę za tym tęsknię, chociaż wcześniej marzyłam o czasach, w których będą łatwiejsi w obsłudze. Może dlatego każdy moment z Heleną celebruję i zapisuję w pamięci, bo wiem, że to już się nie powtórzy. Przez każdy etap jej rozwoju chcę przejść tak wolno, jak to możliwe, bez przeskakiwania, pospieszania, wołania, że „my już dawno mamy to za sobą”.

Takie podejście mam między innymi do rozszerzania diety. Długo karmiłam wyłącznie piersią, pozwalałam jeść Heli starte na mus marchewki tak długo, jak chciała, kroiłam jedzenie na małe kawałeczki do czasu, aż nauczyła się gryźć. Ale na nic nie zdały się wszystkie te zabiegi, bo Helena urosła. Jest duża, czternastomiesięczna. Doskonali posługiwanie się łyżką, co sprawia jej najwięcej radości, potrafi wybrzydzać przy jedzeniu i zdarza jej się pochłaniać porcję większą niż ta Franka. Droga, którą przeszłyśmy od karmienia wyłącznie moim mlekiem, do popijania mlekiem kanapki z pasztetem, to droga, którą prowadziła mnie Hela, a nie ja ją. I chyba to w macierzyństwie lubię najbardziej, kiedy w świat dziecka prowadzeni jesteśmy przez je samo, a nie przez modę, książki czy rady sąsiadki. Chociaż oczywiście posiadanie podstawowej wiedzy jest ważne, bo wtedy wiemy, czy ta droga jest prawidłowa :)

gerbernov-4
Pierwsze spotkanie z niemlekiem

Z jedzeniem jest tak, że trzeba się go nauczyć. Rodzimy się z umiejętnością ssania i połykania, co pozwala nam pić mleko z piersi, ale raczej nie wystarczy do zjedzenia łososia z sosem bazyliowym. Mniej więcej od czwartego miesiąca dzieci zaczynają „mielić” językiem, a po skończeniu pół roku potrafią ściągnąć z łyżeczki pokarm wargami i zaczynają uczyć się żucia i gryzienia. Po pierwszych urodzinach powinny już dobrze gryźć i doskonalić żucie, dzięki czemu zjedzenie łososia z sosem bazyliowym przestanie być dla nich jakimkolwiek wyzwaniem.

IMG_9803
Konsystencja dań słoiczkowych – od jednolitych papek do rozdrobnionego obiadu.

Tyle mówi teoria, w praktyce nasze dziecko może się tego schematu nie trzymać. Ja bardzo chciałam rozszerzać Heli dietę za pomocą metody BLW (Opiera się ona na ominięciu etapu karmienia łyżeczką przez opiekunów i podawania pokarmów o konsystencji papki (zupek, musów, przecierów, purée)), tylko że półroczna Hela wcale nie chciała siedzieć i bardzo późno nauczyła się gryźć. Za każdym razem, kiedy próbowałam dać jej do zjedzenia coś większego (tak, żeby musiała to ugryźć), to ona całość wpychała sobie do gardła tak daleko, że się krztusiła i jedzenie wracało z powrotem na talerz. Mogłam z tym walczyć, karmiąc ją dużymi kawałkami, ale odpuściłam. Kiedy miała 8 miesięcy, najadała się rozdrobnionym obiadkiem, a gryzienie ćwiczyłyśmy między posiłkami na bardzo dużych owocach. Obierałam jej całą dużą nektarynę lub inny miękki owoc i kładłam przed nią. Jak chciała spróbować, to musiała odgryźć mały kawałek, jak nie chciała, to mnie olewała i zajmowała się czymś innym. Podejrzewam, że ta niechęć do gryzienia wynikała z tego, że bardzo późno urosły jej zęby i nie miała ochoty gryźć dziąsłami. W sumie ją rozumiem, liczę na to, że kiedy ja będę bez zębów, to ona nie każe mi gryźć ugotowanej marchewki, tylko ją dla mnie pokroi :)

gerbernov-6
Nauka gryzienia

Hela od samego początku uwielbiała jeść samodzielnie, więc jej na to pozwoliłam. Sadzałam ją w krzesełku, w miseczce podawałam jej przeciery warzywne, zakładałam śliniak, a do ręki wkładałam łyżkę. Miała dowolność w metodzie jedzenia, mogła wylizywać miskę, ręce lub łyżeczkę i bardzo szybko polubiła tę trzecią metodę. Maczała łyżkę w jedzeniu, a później ją oblizywała. Oczywiście bałagan był przy tym niemiłosierny, ale jeśli się nie spieszyłam, to był mi on obojętny. Gdy wiedziałam, że nie mamy czasu na bałagan, to karmiłam ją sama i nie protestowała.

gerbernov-5
Czemu się tak patrzysz? Mam coś na twarzy?

Kiedy mniej więcej w 8 miesiącu przerzuciłyśmy się z obiadków startych, na rozdrobnione, to umiejętność maczania łyżeczki w jedzeniu zaczęła ewoluować w stronę obtaczania, a nawet nabierania jedzenia na łyżeczkę. Oczywiście wszystko małymi krokami i bez spektakularnych sukcesów, ale coraz bliżej tego, co przy stole prezentuje starsze rodzeństwo. Co więcej, odkryłam, że Helena nie zje rękami tego, co nie jest w kawałku. Bez znaczenia czy to gęsta kasza, purée z ziemniaków czy zupa, to łyżka musi być. Ręką zje owoc lub kanapkę.

To był też moment, w którym zaczęłam bardzo zwracać uwagę na jej upodobania i umiejętności związane z konsystencją pokarmu. Najpierw było przejście z gładko startych posiłków na te gęstsze, drobno posiekane z ryżem, kaszą czy małymi kluseczkami. To była bardzo pozytywna zmiana, bo Hela pokochała taką konsystencję i raczej wybrzydzała, jeśli zdarzył się jakiś zupełnie kremowy posiłek. Kiedy ćwiczenie gryzienia przyniosło rezultaty i wkładane do buzi pokarmy były rozdrabniane, to do menu trafił między innymi makaron penne czy kokardki, czyli coś, co łatwo było złapać do rączki i pogryźć.

„I, że niby TY gotowałaś dziecku makaron?” możecie zapytać. Tak, wiem, niechęć do kuchni to mój znak rozpoznawczy, ale wodę na herbatę i makaron mogę ugotować. W sumie ugotowanie makaronu dziecku to nic więcej niż wsypanie makaronu do gotującej się wody na herbatę, prawda? A co zrobić, żeby dać dziecku makaron z sosem, którego nie trzeba przyrządzać? Trzeba się wykazać sprytem i wykorzystać jednoskładnikowe dania słoiczkowe. Po zaopatrzeniu się w „Marchewkę”, „Dynię” i „Brokuły”, miałam 3 różne sosy do makaronu. Gdy chciałam dać posiłek mięsny, to wystarczyło dodać odrobinę „Delikatnego Indyka” czy „Delikatnego Kurczaka”, a jak marzył mi się makaron na słodko, to używałam „Gruszki Williamsa” czy „Suszonej Śliwki”.

gerberdanie
Pennezuccotto czyli makaron z dynią :)

Deserki są też super wypełnieniem naleśników dla malucha. Nie, ja naleśników nie smażyłam, to już wyższa szkoła jazdy, ale za to jestem świetna w robieniu kanapek. Hela uwielbia kanapkę z pasztecikiem (czyli z „Delikatnym Indykiem” czy „Delikatnym Kurczakiem”), ja też je uwielbiam, więc czego Hela nie zjadła, pochłaniałam ja (oczywiście po uprzednim doprawieniu).

gerberdanie-3
Crêpes avec du fromage cottage czyli naleśniki z kremowym twarożkiem i owocami

Słoiczki Gerbera okazały się więc świetnym komponentem obiadu, dzięki czemu mogłam sobie podzielić posiłki na takie, które są w całości słoiczkowe i takie, gdzie słoiczek jest dodatkiem do czegoś, co nie jest rozdrobnione i ma na celu uczyć dziecko radzenia sobie z coraz bardziej „dorosłym” jedzeniem.

gerberdanie-2
Pate en polonais czyli kanapka z delikatnym kurczakiem :)

Teraz ponad roczna Hela większość posiłków je wspólnie z nami, ale jeśli zdarza się, że obiad nie do końca do niej przemawia, to posiłkujemy się słoiczkami. Deserki dość często zjadam sama, w ukryciu przed rodziną :) Traktuję to jako trening przed bezzębną starością ;) Wam też polecam zapoznać się z deserkami, nie tylko ze względu na zbliżającą się starość, ale na konkurs z mega nagrodami, które będą najlepszym prezentem ode mnie dla was na święta :)

KONKURS

Zapraszam was na konkurs, w którym do wygrania jest aż 70 nagród. Autorzy 20 najlepszych zgłoszeń otrzymają bony do sieci SMYK o wartości 500 zł każdy, a autorzy kolejnych 50 wyróżnionych prac otrzymają bony do sieci SMYK o wartości 200 zł każdy. Jest więc o co powalczyć przed świątecznym szałem zakupowym :)

Co zrobić, żeby wziąć udział w konkursie? Wystarczy w komentarzu pod tym wpisem zamieścić zdjęcie przedstawiające waszą propozycję dania dla starszego niemowlaka. Częścią obiadu/śniadania/kolacji lub deseru powinno być jedno danie słoiczkowe marki Gerber. Na zdjęciu oprócz potrawy, powinien znaleźć się słoiczek, którego zawartość została wykorzystana do przygotowania potrawy, żebym widziała, co takiego dodaliście :) Miło widziana jest nazwa waszej autorskiej propozycji jedzeniowej.

Z pośród wszystkich zgłoszeń wybiorę 70 najlepszych zdjęć, których autorzy zostaną nagrodzeni. Konkurs trwa od 23 listopada do 27 listopada (do północy). Laureaci zostaną wyłonieni do 30 listopada i ogłoszeni we wpisie konkursowym.

Pamiętajcie, żeby umieszczając zgłoszenie konkursowe zalogować się używając waszego prawdziwego adresu email, bo to on będzie służył mi do kontaktu z wami. Regulamin konkursu można przeczytać TUTAJ.

POWODZENIA!

WYNIKI

Było ciężko, bo zgłoszeń było mnóstwo. Na szczęście miałam też mnóstwo nagród, wiec mogłam nagrodzić sporą część zgłoszeń, co szczerze mówiąc było wybawianiem. Bo gdybym miała wybrać tylko 5 zdjęć, to pewnie miałabym ogromny dylemat.

Poniżej znajdziecie wybrane przeze mnie zdjęcia (20 laureatów i 50 finalistów). Jeśli rozpoznajecie swoje zdjęcie, to możecie już teraz wysłać na mój adres mailowy (marysia@mamygadzety.pl) wiadomość, w której zawarte będą wasze dane do wysyłki nagrody. Maile muszą zostać wysłane z adresów, które podaliście zgłaszając się w konkursie :) Jeśli nie rozpoznajecie swoich zdjęć, a wygraliście, to w ciągu 24 godzin dostaniecie ode mnie maila z prośbą o wysłanie takich danych :)

GRATULACJE!

Bony do Smyka o wartości 500 zł otrzymują osoby, które do konkursu zgłosiły poniższe zdjęcia:

835265839

Bony do Smyka o wartości 200 zł otrzymują osoby, które do konkursu zgłosiły poniższe zdjęcia:

835265316