Aktywny macierzyński cz. I

Urlop macierzyński wbrew pozorom może rozleniwiać. I nie chodzi mi o to, że jak się siedzi przez pół lub cały rok w domu, to nie robimy nic poza leżeniem na kanapie, bo raczej nie możemy narzekać na brak zajęć. Często tak bardzo jesteśmy skupione na dziecku, że ciężko myśleć nam o sobie. Tylko że całodobowa opieka nad dzieckiem, krótkie przerwy na odpoczynek fizyczny od dziecka i praktycznie brak odpoczynku psychicznego potrafi wykańczać. Jesteśmy całkowicie uzależnione od kochanego potomka, bez względu na to, jak bardzo staramy się tej myśli do siebie nie dopuścić.

A przecież urlop macierzyński to fantastyczny czas na to, żeby zrobić coś dla siebie. Mamy na głowie „jedynie” siebie, dom i dziecko, a kiedy wrócimy do pracy, dojdzie nam kolejny wielki obowiązek, który będzie wymagał poświęceń i zgadnijcie, co w takiej sytuacji poświęcimy najchętniej? Oczywiście siebie, bo tak już matki zostały stworzone, że bez względu na to, jak wielki był ich egoizm przed porodem, to po narodzinach dziecka zostało po nim jedynie wspomnienie.

Ja staram się ze wszystkich sił robić dla siebie dużo. Wtedy, kiedy muszę, robię to z dzieckiem na rękach, chociaż czasami uda mi się trochę pobyć sama za sobą. Oczywiście nie jest to łatwe, bo zmęczenie, pogoda i brak całkowitej swobody sprawia, że często myślę sobie, że bez sensu coś robić, że lepiej po prostu spać, albo chociaż się lenić. Odpoczynek jest ważny, ale podejrzewam, że gdybym po roku urlopu macierzyńskiego uświadomiła sobie, że każdą wolną chwilę przeleżałam, to czułabym się z tym bardzo źle. Bo przecież tak wiele ciekawych rzeczy mogłam w tym czasie zrobić, zwłaszcza że ja w zasadzie nie lubię siedzieć w miejscu i powtarzający się zbyt długo rytm dnia doprowadza mnie do frustracji.

Żeby uświadomić sobie, jak wiele mam możliwości zaczęłam wszystko spisywać — zarówno to, co robiłam sama, jak i to, co robiły koleżanki. I szczerze mówiąc, lista zrobiła się z tego tak długa, że nie jestem w stanie zmieścić jej w jednym wpisie. Na początku pokaże wam, w jaki sposób możemy zadbać o naszą aktywność fizyczną, mając przy sobie małe dziecko. W następnych wpisach będzie o zajęciach rozwojowych dla dzieci, a w kolejnym o tym, jak można rozwijać swoje pasje, zrobić się na bóstwo i zadbać o życie towarzyskie (a wszystko to, z dzieckiem na ręku). Zaczynam od sportu.

Ruch jest na macierzyńskim mega istotny. Po pierwsze pozwoli nam zgubić pociążowe kilogramy, po drugie polepszy naszą kondycję fizyczną, a po trzecie znacznie poprawi stan naszej psychiki. Jak sobie człowiek poskacze przez godzinę albo machnie sto brzuszków, to zazwyczaj mimo zmęczenia jest niesamowicie szczęśliwy. Nie wspominając o szczęściu na twarzy na widok spadających kilogramów :) Pomysłów na to, jak dbać o siebie na macierzyńskim jest mnóstwo:

1. Codzienne spacery z dzieckiem

mojefb

Niby banalne, ale ręka do góry, która z nas faktycznie wychodzi codziennie. Ja się staram, jak mogę, ale czasami łapię się na tym, że na takim normalnym spacerze nie byłam już kilka dni z rzędu. Bo niby idę z dzieckiem do lekarza, czy na spotkanie, ale to przecież ani dla mnie nie jest ruch, ani dla Heli przebywanie na świeżym powietrzu. Dużo łatwiej jest jak ma się w domu psa, bo z nim trzeba wyjść i to na długo, więc nie ma zmiłuj. Lecz jeśli psa nie ma, to też można sobie czas spacerów umilić tak, żeby chętniej się wychodziło. Można szukać ciekawych tras spacerowych, można w trakcie słuchać audiobooków czy muzyki, albo można na te spacery chodzić z koleżanką — najpierw godzina na świeżym powietrzu, a później godzina na kawie :)

2. Bieganie z dzieckiem

949x430_section_AWK

Jeśli lubimy biegać albo, patrząc na statusy znajomych na Facebooku, coraz częściej myślimy o tym, żeby zacząć, to spokojnie możemy robić to z dzieckiem. I nie będziemy mogli mieć wymówki: „nie mogę biegać, bo mam małe dziecko” . Dziecko w wózek i jazda. To, na co warto zwrócić jednak uwagę, to odpowiedni wiek dziecka — nie powinno się biegać z dzieckiem młodszym niż pół roku (ze względu na wstrząsy, co przy naszych polskich chodnikach powinno być zrozumiałe) i powinniśmy mieć do tego odpowiedni sprzęt. Jeśli uprawiamy tak zwany jogging (trucht), czyli nasza prędkość wynosi mniej niż 9 km/h, to wtedy wystarczy nam dobry trójkołowy wózek z możliwością blokowania przedniego koła (podczas biegu nie powinno skręcać). Jeśli biegamy (czyli nasza prędkość jest większa niż 10 km/h) to powinniśmy mieć specjalny wózek do biegania (trzy wielkie pompowane koła i przednie koło nieskrętne). Tak sobie to dzielą Amerykanie, którzy mają znacznie dłuższą tradycję biegania i wierzę, że się na tym znają. Powiem szczerze, że mnie to bieganie zaczyna kusić głównie ze względu na to, że mogę to robić z dzieckiem oraz fakt, że fajnie byłoby potestować wózki do biegania :)

3. Fitness dla mam

baletbaby

W każdym większym mieście na pewno znajdziemy co najmniej jeden klub fitness, który prowadzi zajęcia dla mam z dziećmi. Jest to o tyle fajne, że najczęściej te zajęcia prowadzone są w środku dnia, kiedy wejście jest najtańsze. Na zajęciach są same mamy z małymi dziećmi, które krzyczą, biegają i zabierają sobie zabawki. Gdybyśmy z naszym potomkiem poszli na normalne zajęcia, to z całą pewnością na drzwiach wejściowych dość szybko zawisłoby nasze zdjęcie z podpisem „tych klientów nie obsługujemy”. Ale my jesteśmy w miejscu, które pozwala dzieciom robić wszystko, byleby w tym czasie mamy mogły poćwiczyć. Ja sama chodzę z Helą na takie zajęcia i bardzo sobie je chwalę, chociaż oczywiście szukam wymówek („bo Hela właśnie zasnęła, nie chcę jej budzić”, „bo Hela na pewno chce trochę posiedzieć w domu”). Im większe miasto, tym większy mamy wybór, jeśli chodzi o zajęcia — może być to zwykły fitness, albo rzadziej spotykany pilates, joga czy nawet taniec z dzieckiem w chuście!

4. Wycieczki rowerowe

Thule_RideAlong_top_960x329px1

Do tego potrzebujemy dobrej pogody i odpowiedniego sprzętu. Jeśli lubimy jeździć na rowerze, ale dawno tego nie robiłyśmy, to letnie miesiące urlopu macierzyńskiego są najlepsze do odkrycia rowerów na nowo. Możemy zastąpić nasze codzienne piesze spacery wycieczką rowerową, co na pewno znacznie urozmaici nam czas. Jeśłi chodzi o sprzęt, to należy tylko pamiętać o tym, że w foteliku rowerowym nie można przewozić niemowlaków, tak naprawdę przygodę z fotelikiem powinno się zaczynać w wieku około 18 miesięcy, kiedy dziecko ma już dobrze wykształcone mechanizmy ruchowe i amortyzacyjne. Dużo lepsze dla maluchów będą przyczepki, do których możemy dokupić specjalne hamaki dla niemowlaków i specjalne wkładki do siedzenia dla nieco starszych, ale jeszcze niezbyt pewnie siedzących dzieci. Dodatkowo przyczepka świetnie się sprawdzi jako wózek do biegania.

5. Narciarstwo biegowe

thuleski

To moje tegoroczne odkrycie (co prawda jeszcze nie próbowałam, bo śniegu brak, ale może się uda), jeśli lubimy biegać na nartach, to możemy to robić z dzieckiem. Potrzebujemy do tego nart, kijków i przyczepki rowerowej, która ma opcję narciarską (czyli w której można, zamiast kółek zamontować płozy). To jest w ogóle tak dobry pomysł na zimowe spacery, że porządnie zaczęłam się zastanawiać nad kupnem przyczepki. Także kto wie, może jak sypnie śniegiem to wam zdam relacje ze wspólnych biegów z Helą :)

6. Ćwiczenia przed telewizorem

smiling teenage girl streching on floor at home

Opcja dla tych, które twierdzą, że nie mogą wyjść z dzieckiem, bo pogoda, obowiązki i inne wymówki. Do tego potrzebny jest jedynie Internet albo odtwarzacz płyt DVD i trochę miejsca przed ekranem komputera lub telewizora. Dziecko może mieć pół godziny drzemki, czy akurat zajmie się zjadaniem własnej skarpetki, a matka jedzie ze skalpelem czy killerem. Ja akurat bardzo nie lubię takich domowych ćwiczeń, nie potrafię się do nich zmotywować, dlatego jak mam wybrać Chodakowską albo spacer, to biorę wózek i wychodzę :)

 

Jeśli znacie jeszcze jakieś sporty/ćwiczenie, które można uprawiać mając przy sobie dziecko, to koniecznie dajcie znać w komentarzach!