Poradnik Wakacyjny: Gadżety na wszelki wypadek

Od dawna wiadomo, że zgodnie z Prawem Murphy’ego, jeśli nasze dzieci nie chorowały przez cały rok, to zachorują właśnie podczas wakacji. Jeśli przez cały rok chorowały, to tym bardziej oczywiste jest to, że zachorują podczas wakacji. Ja z roku na rok zwiększam wyposażenie wakacyjnej apteczki, bo co roku okazuje się, że nie miałam przy sobie czegoś, co okazało się niezbędne. Jeśli trend się utrzyma, to za kilka lat zamiast pakować apteczkę do walizki, będę pakować walizkę do apteczki.

Lista rzeczy, którą polecam wam w tej części Poradnika Wakacyjnego również z roku na rok się rozrasta, być może za kilka lat będzie to Poradnik Apteczkowy a nie Wakacyjny ;) Oczywiście możecie w komentarzach pisać: „Phi! Po co tyle tego, ja biorę tylko termometr i leki przeciwgorączkowe”. Rozumiem to doskonale, pozwolę rosnąć waszej wakacyjnej apteczce bez mojej pomocy, wasze rosnące doświadczenie wakacyjne w zupełności samo sobie z tym poradzi ;)

Nigdy w poradniku nie polecam żadnych leków ani innych środków, które powinien polecić wam lekarz bądź farmaceuta, więc nie miejcie pretensji, że na liście nie ma leków przeciwgorączkowych, syropów i antybiotyków :) Nie znajdziecie tu również rozwiązań antykleszczowych i antykomarowych. Okazało się, że tych rzeczy jest tyle, że powinnam poświęcić im osobny wpis, więc dzisiaj skupiamy się na rzeczach wypadkowo-chorobowych, a jutro będzie o kleszczach i komarach.

Podręcznik „Pierwsza Pomoc dla dzieci i niemowląt”

gadzetyapteczka

Jeśli nie jesteś lekarzem, pielęgniarką, położną czy ratownikiem medycznym, to WARTO zapatrzyć się w podręcznik do pierwszej pomocy. Ja od prawie czterech lat polecam „Pierwszą pomoc dla dzieci i niemowląt” wydaną przez Sierra Madre. Poradnik w bardzo przejrzysty sposób opisuje jak postępować podczas 30 najczęstszych wypadków, które przytrafiają się dzieciom. Ja go zabieram na wyjazdy, na których nie mam obstawy medycznej i wiem, że w sytuacji nagłej będę musiała sobie radzić bez profesjonalnej pomocy. Więcej na jego temat pisałam TUTAJ.

Podręcznik „Pierwsza pomoc dla dzieci i niemowląt” można kupić między innymi TUTAJ za 29.90 zł.

Apteczka Pierwszej Pomocy LittleLife (z wyposażeniem)

poradnik-apteczka

Apteczka to absolutna podstawa każdego wyjazdu. Znajduje się tam wszystko, co przydaje się przy najczęstszych urazach. Dawno temu wspólnie z ratownikiem medycznym napisałam o tym, „Jak skompletować rodzinną apteczkę?”, więc jeśli szukacie porady w tym zakresie, to polecam ten wpis. Jeśli chcecie kupić jakiś gotowiec, to mogę polecić wam apteczkę LittleLife, z której korzystamy już trzy lata, przydała się wielokrotnie, a jej wyposażenie wystarcza do udzielenia pierwszej pomocy w najczęstszych przypadkach :)

Apteczki LittleLife dostępne są w dwóch wersjach różniących się wielkością. Duża (taka jak ta moja na zdjęciu) mieści w sobie kilkadziesiąt produktów, takich jak żele na oparzenia, plastry, opatrunki, chustę trójkątną, nożyczki, pęsetę, bandaże, agrafki, termometr i inne przydatne rzeczy. Szczerze mówiąc, od czterech lat uzupełniam w niej głównie plastry oraz octanisept, czyli dwie najczęściej używane rzeczy z apteczki. Cała reszta grzecznie czeka w środku na swoją szansę.

Zawartość mniejszej apteczki jest już znacznie uboższa — są tam takie podstawowe rzeczy jak nożyczki, pęseta, agrafki, termometr, opatrunki, gaza, żele na oparzenia. Moim zdaniem, tak czy inaczej, tę apteczkę trzeba by mocno doposażyć, więc gorąco polecam tę większą.

Apteczki LittleLife można kupić między innymi TUTAJ za 129 zł (większa) lub 94 zł (mniejsza).

Plastry IKEA TRYGGHET

Ukochane plastry moje i moich dzieci. Kupuję je w ilościach hurtowych! W opakowaniu znajdują się trzy rodzaje plastrów, w sumie 40 sztuk. Można je kupić albo w wersji ze zwierzątkami, albo jednokolorowe. U nas oba zestawy cieszą się dużym zainteresowaniem. Ja je lubię głównie ze względu na wygodne opakowanie (woreczek strunowy) oraz bardzo dobrą cenę 5,99 zł (z kartą Ikea Family), dzieciom podobają się obrazki i kolory! Jeśli zaglądacie czasami do Ikei to koniecznie kupcie plastry TRYGGHET.

Octenisept – płyn dezynfekujący

Obok plastrów, Octenisept to najczęściej używany składnik naszej rodzinnej apteczki. Nie ma tygodnia, w którym nie trzeba przemyć jakiegoś zadrapania czy dziury w kolanie. Bardzo lubię Octenisept przede wszystkim dlatego, że przemywanie zdartych kolan nie piecze! Sama pamiętam z mojego dzieciństwa wodę utlenioną i to jak daleko uciekałam, gdy tylko wiedziałam, że trzeba będzie polać nią kolana :) Octenisept jest łatwy w użyciu, wystarczy psiknąć nim na ranę, poczekać chwilę, a następnie nakleić kolorowy plaster z opatrunkiem. Octenisept latem schodzi u nas, jak woda, tylko niestety kosztuje nieco więcej ;) Można go kupić w każdej aptece (bez recepty) i kosztuje ok. 25 zł.

Termometr bezdotykowy

poradnik-apteczka-3

Dopiero po sześciu latach mierzenia temperatury własnym dzieciom, postanowiłam kupić termometr bezdotykowy, co od razu uświadomiło mi, że zmarnowałam poprzednie 6 lat ze złymi termometrami :) Pomiar otrzymujemy w sekundę, nie trzeba nigdzie termometru wkładać, czekać w nieskończoność, czy pamiętać o jednorazowych kapturkach. Na serio polecam wszystkim rodzicom taki awans :D Fakt takie termometry są droższe (najtańsze kosztują ok. 100 zł), ale biorąc pod uwagę to jak często będziemy z nich korzystać przez wszystkie lata, to warto. Jedyny minus to ich wielkość, która może nieco utrudnić pakowanie, ale jestem w stanie zrezygnować z jednego kremu, żeby zmieścić go do walizki :)

My mamy raczej tani model, kupiony na promocji za ok. 100 zł w aptece – szybko mierzy temperaturę, zapamiętuje wyniki, jest dokładny i ma podświetlany wyświetlacz :) Można kupić go TUTAJ za 145 zł.

Aspirator do nosa

Aspirator to rzecz, która szybko zagościła w naszej podróżnej apteczce. Wiadomo, że gluty to nieodłączny element dzieciństwa, więc nie ma się co dziwić, że dopadną nas w trakcie wakacji — szczególnie jeśli kąpiemy się w Bałtyku :) I o ile kilkulatki świetnie sobie z glutami radzą, to przy niemowlakach niezbędny jest aspirator do nosa. Im więcej mam dzieci, tym więcej aspiratorów przewija się przez nasz dom. Moim zdecydowanym ulubieńcem jest Katarek, ale że nie zabieram na wakacje odkurzacza, to wakacyjnie posiłkuję się innymi modelami.

Minidoo Beaba

gadzetyapteczka-2

Szukając aspiratora pod kątem podróży, zwracałam uwagę przede wszystkim na wielkość (powinien zajmować mało miejsca) i ilość części, które można zgubić (nie chcemy gubić ani jednej). I tak w moje ręce wpadł aspirator Minidoo marki Beaba — mały i 4 częściowy, bez możliwości samoczynnego wypadnięcia którejkolwiek części. Do tego ma specjalną końcówkę dla niemowląt do 3 miesiąca życia (taką malutką i miękką), więc naprawdę zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie odkryłam tego aspiratora, kiedy Hela w wieku 2 tygodni złapała pierwszy przywleczony z przedszkola katar. Jeśli jeszcze nie macie aspiratora, to polecam!

Aspirator Minidoo można kupić między innymi TUTAJ w cenie 56 zł.

Aspirator elektroniczny Beaba Tomydoo

Dopiero przy trzecim dziecku odkryłam aspirator Katarek, który podłącza się do odkurzacza. Wiem, że brzmi to strasznie, ale jest piekielnie skuteczne (bezpieczne też jest, sprawdzałam na sobie :D), na serio jest to najlepszy aspirator, jaki istnieje. Katarek ma jednak tę wadę, że jego nieodłącznym elementem jest odkurzacz, którego raczej zbyt często nie zabieramy ze sobą na wyjazdy. Zaczęłam się więc rozglądać za czymś podobnym, tyle że niepodłączanym do odkurzacza.

W tym roku do testów trafił do nas aspirator elektryczny Beaba. Zasilany jest on na dwie baterie AA, ma trzy wymienne końcówki w zależności od wieku dziecka oraz foliowy pokrowiec, w którym mieści się aspirator. Mimo że taki elektryczny aspirator nie jest tak fajny, jak Katarek to jest to świetna opcja podróżna. Największym minusem jest niestety cena, bo aspirator Beaba Tomydoo kosztuje 205 zł. Można go kupić między innymi TUTAJ.

Inhalator

poradnik-apteczka-2

Jeśli dzieci często łapią infekcje dróg oddechowych i w domu często korzystamy z inhalatora, to powinniśmy się zastanowić, czy nie zabrać go ze sobą. Ja trzy lata temu podczas wakacji musiałam kupić inhalator na szybko, bo okazało się, że jest pilnie potrzebny, a do domu miałam 250 km. Od tego czasu podczas wakacji inhalator ma swoje magiczne miejsce w samochodzie i zgodnie z Prawem Murphy’ego ani razu nie trzeba było go wyciągać. Ale tak czy inaczej jeśli jedziemy gdzieś samochodem na dłużej niż kilka dni to inhalator jedzie z nami.

Moje doświadczenie mówi, że przed wyjazdem warto przemyśleć sprawę infekcji, inhalatora i miejsca w bagażniku :) Jeśli jedziecie w miejsce gdzie nie ma dostępu do prądu, lub jest on mocno ograniczony to zastanówcie się nad zakupem inhalatora, który działa nie tylko po podłączeniu do prądu, ale również na baterie (np. Beurer IH 50).

Jeśli komuś podoba się nasza „Biedronka”, którą skutecznie wykorzystujemy już jakieś 7 lat, to można znaleźć ją TUTAJ za ok 160 zł.

To tyle, jeśli chodzi o naszą wakacyjną apteczkę. Wierzę, że niektórzy z was mogą mieć tam znacznie więcej rzeczy, a inni nie biorą nic poza termometrem :) Grunt, to jakoś sobie poradzić ze wszystkim tym, co nas na wakacjach zaskoczy. A jutro na blogu bardzo ważny wpisu dotyczący ochrony przed komarami i kleszczami!

Tutaj możecie zobaczyć filmową wersję poradnika:

Zawarte w tym wpisie linki, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)


JEŚLI CHCECIE WIEDZIEĆ, CO POLECAM ZABRAĆ NA WAKACJE, TO ZAPRASZAM DO PRZECZYTANIA POZOSTAŁYCH WPISÓW Z PORADNIKA WAKACYJNEGO.