Dlaczego warto być rodziną patalogiczną

Wiadomo, że posiadanie trójki dzieci to jest absolutna tragedia. W zasadzie każdy, kto w życiu kieruje się zdrowym rozsądkiem kończy powiększanie rodziny na drugim dziecku. Posiadanie trójki jest albo dziełem przypadku (bliźniaki, trojaczki), albo dziełem ludzi nieodpowiedzialnych, nieumiejących poradzić sobie z nowoczesną antykoncepcją. Nikt o zdrowych zmysłach nie decyduje się na przejście z wymarzonego układu 2+2 (i to jeszcze starszy chłopczyk i młodsza dziewczynka!) do świata rodzin zdegenerowanych – alkohol, przemoc, bijatyki, pogotowie opiekuńcze i opieka społeczna. Nie da się ukryć, że u nas bliźniaków nie ma, w związku z czym bliżej nam do patologii i braku odpowiedzialności. Pomimo to, chciałam się z wami podzielić moimi przemyśleniami na temat tego, dlaczego mi w tym naszym wielodzietnym wynaturzeniu jest całkiem dobrze.

Nikt już mi nic nie tłumaczy i nie poucza

To niesamowite, ale posiadanie trójki dzieci automatycznie sprawia, że stałam się niewidoczna dla wszystkich „cioć dobra rada”. Oczywiście ten czar działa tylko w sytuacji, kiedy ludzie wiedzą, że mam trójkę dzieci. Jak idę z całą ferajną to nikt nie powie, że dziecko nie ma czapeczki, albo jest za lekko ubrane, albo że nie powinno wchodzić na wysoką drabinkę, albo że się przewróci jak będzie tak szybko jechało na rowerku. Lekarze i pielęgniarki nie traktują mnie jak pierwszego lepszego głupiego rodzica, któremu wszystko trzeba tłumaczyć trzy razy. Mając trójkę dzieci jestem od razu uważana za człowieka doświadczonego życiem, który wiele przeszedł i wszystko rozumie. Druga możliwość jest taka, że uważają mnie za niezłą patologię, a takim jak wiadomo uwagi się nie zwraca, bo jak tyle dzieci to na pewno i agresja, i alkohol jest w domu, więc lepiej się nie mieszać.

Nikt już mnie nie pyta “kiedy następne?”

Pytanie o plany prokreacyjne jest zmorą każdej bezdzietnej pary oraz rodziców jedynaków. Wiadomo, że dopóki nie dojdzie się do idealnego 2+2 to ludzie będą zaglądać nam do łóżka i sprawdzać czy podczas dni płodnych na pewno w nim jesteśmy. Jak ma się dwójkę, to czasami ktoś w ramach dowcipu zarzuci: “skoro tak wam dobrze idzie, to może trzecie?”. Jak ma się trójkę, to już nie żartują. Boją się, że to nie koniec. Że jesteśmy z tych rodzin, co chce mieć tyle ile pan Bóg da, a takich rodzin się unika, bo pewnie nawiedzeni, myślą że prezerwatywy to szatański wymysł i chcą nawracać!

Mam wymówkę idealną

Ktoś za kim nie przepadam koniecznie musi się ze mną spotkać, natrętny doradca finansowy ciągle dzwoni i próbuje się umówić, telemarketerzy chcą koniecznie mi coś wcisnąć. Na szczęście teraz mam w ręku ultima ratio: “Wiesz co, chętnie bym się z Tobą spotkała, ale z tą trójką na głowie nie mam nawet kiedy skorzystać z toalety. Zadzwonię jak się trochę ogarniemy.” lub “Ja bardzo chętnie zainwestuję wszystkie moje oszczędności, ale ja mam trójkę dzieci, ja nie mam oszczędności, ja nie mam zdolności kredytowej, nawet chwilówek nie chcą mi już dać.” Efekt gwarantowany. Niektórzy będą się jeszcze za jakiś czas przypominać, ale w końcu i oni spiszą nas na straty.

Nie muszę dobrze wyglądać, ale jak już się to stanie…

Kobieta, która urodziła tyle dzieci jest zapuszczona i otyła. Wiadomo, że przez cały dzień pożera czekoladki gapiąc się w telewizor, jak się nie gapi w telewizor to próbuje się zająć dziećmi (raczej nieudolnie, bo takiej liczby nie da się przecież ogarnąć). Jej życie mija między pralką, telewizorem a kuchenką (w wersji leń między pralką, telewizorem a mikrofalówką). Nie stać jej  już na fryzjera, a czasu na farbowanie nie ma, więc odrosty sięgają już do ucha. Nie ma kiedy zmyć resztek lakieru do paznokci, które malowane były ostatnio przed trzecim porodem. W swoje ciuchy się nie mieści, więc chodzi w dresach męża. Dlatego też nikogo nie dziwi fakt, że do sklepu idę w dresie z rozczochraną czupryną, w końcu mam przecież tyle dzieci do ogarnięcia. Ale jak już się ubiorę jak człowiek, uczeszę, umaluję i wyjdę do ludzi to nie mogę się nasłuchać komplementów. Najbardziej ludzi dziwi to, że jednak się nie roztyłam. Pomimo że nadal mam parę kilo więcej niż zwykle, to najczęściej słyszę, że jestem taka szczuplutka jak nigdy. Niektórzy nawet mówią, że jestem wychudzona – a to jak wiadomo znak znerwicowanej, jarającej fajki matki, czyli podejrzenie patologii!

W ogóle to już nic nie muszę!

Najbardziej zaskakujący skutek uboczny posiadania dużej rodziny. WSZYSCY chcą pomagać. Obcy ludzie pomagają przeprowadzić dzieci przez ulicę, przepuszczają w drzwiach, ustępują w kolejce. Wynika to oczywiście z faktu, że albo uważają, że jestem nieodpowiedzialna („Ostatnio musiałam przeprowadzać przez ulicę dzieciaki tych z pod piątki! Wyszła sama na spacer z całą trójką. Przecież któreś mogło zginąć na przejściu. Ja nie wiem skąd się biorą tacy rodzice!”), albo mnie podziwiają, bo jak wiadomo posiadanie tylu dzieci w TAKICH czasach to wyraz niesamowitej odwagi i odpowiedzialności za losy Polski! Z mojej perspektywy czasy akurat są bardzo sprzyjające, bo nasi rodzice i dziadkowie mieli nieporównywalnie ciężej, a dużej rodziny nie posiadam ze względu na kiepską sytuację demograficzną, ale z własnych czysto egoistycznych pobudek :D

Oprócz tego jest jeszcze kilka plusów związanych z wejściem w mroczny świat zwyrodniałych rodzin patologicznych. Ale nie napiszę wam nic o Karcie Dużej Rodziny, która daje takie upusty, że głowa mała (zniżki na zakupy w Almie czy Vistuli to nieoceniona pomoc finansowa dla dużych rodzin i mocny argument do posiadania trójki dzieci). Nie wspomnę też o tym, że „w rodzinie wielodzietnej dzieci wychowują się same”, bo jeszcze odkryjecie, że tak naprawdę teraz już nic nie muszę przy dzieciach robić. Nie daj Boże jeszcze byście sobie pomyśleli, że jednak nie ma na świecie nic fajniejszego niż posiadanie dużej liczby dzieci, a potem w mailach płakalibyście, że to przeze mnie, że to ja was namówiłam, a teraz macie odrosty, połamane paznokcie i sine ze zmęczenia oczy!

 

Zdjęcie: Agnieszka Wanat