Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Ręka do góry, kto z rodziców zastanawiał się nad tym, kiedy jest dobry moment na pierwszą podróż z niemowlakiem? Czy na pierwsze wakacje można zabrać ze sobą dwumiesięczne niemowlę, czy lepiej poczekać, aż nieco podrośnie? Każdy, kto zacznie o tym myśleć głośno, zapewne usłyszy (najczęściej od dziadków), że z niemowlakiem to się po świecie nie rozbija, tylko w domu siedzi, że to stres dla takiego malucha, a posiadanie dziecka wiąże się jednak z minimum odpowiedzialności, a nie spełnianiem zachcianek rodziców! Na szczęście ostateczną decyzję w tej kwestii podejmujemy my, rodzice.

Z racji tego, że Franek urodził się za granicą i każde spotkanie z rodziną wiązało się z lataniem przez pół Europy, osobiście nigdy nie miałam czasu się zastanowić nad tym, kiedy warto zdecydować się na pierwszą daleką podróż. Jak tylko odebraliśmy paszport Franka, to poleciałam z nim z Genewy do Warszawy. Latałam samolotem wielokrotnie jako świeżo upieczona mama — czasem z kimś, czasem sama, czasem bezpośrednio, czasem z przesiadką i zgubionym bagażem, czasem bez problemu, a czasem ze łzami w oczach. Kiedy na świecie pojawiło się nasze drugie, trzecie, a teraz czwarte dziecko nie zastanawiałam się nad tym, czy jest ono odpowiednio duże, ale raczej czy ja czuję się na siłach podróżować z tak małym dzieckiem.

I chyba nie mam z tym problemu, bo czteromiesięczna Felicja ¼ swojego życia spała poza domem, jeżdżąc z nami w góry, nad morze, do lasu i nad jezioro. Ostatnie tygodnie to jedno wielkie życie na walizkach i jeżdżenie od jednej babci w góry, do drugiej nad morze! Teraz szykujemy się do pierwszej podróży zagranicznej Felicji, która jest równocześnie jej debiutem lotniczym. Ze względu na pandemię w ogóle nie planowaliśmy w tym roku żadnych zagranicznych wojaży, ale jak to u nas bywa, jakoś tak się złożyło, że pojawiła się możliwość spędzenia tygodnia w mojej ukochanej Norwegii, no i nie mogliśmy nie skorzystać. 

Nerwowe oczekiwanie na wyrobienie dowodu osobistego Felicji zakończyło się sukcesem, więc teraz mogę śmiało pakować ją i siebie na ten wyjazd. A ponieważ lecimy tanimi liniami, to wiele nocnych karmień spędziłam na planowaniu bagażu w wersji bardzo minimum, w efekcie czego stworzyłam wspaniałą listę wyłącznie najpotrzebniejszych rzeczy na pierwszy (i nie tylko) wakacyjny wyjazd z niemowlakiem! Taka moja super piątka, absolutna baza na wszelkie wyjazdy z Felką!

1.  Chusteczki nawilżane

Od kiedy urodziła się Felicja, codziennie zastanawiamy się, jak przez ostatnie lata radziliśmy sobie bez chusteczek nawilżanych. Niby korzysta się z nich przy zmianie pieluchy malucha, ale z czasem okazuje się, że można umyć nimi zabrudzone ziemią ręce starszych dzieci, odświeżyć sobie twarz w trakcie podróży, wytrzeć stół podczas postoju w Macu, umyć zabłocone buty, wytrzeć uwalone jedzeniem wnętrze samochodu i w ogóle żyć bez nich się nie da. No na serio nie pamiętam już, jak sobie radziliśmy w życiu między odpieluchowaniem Heli i narodzinami Felki. Chusteczki nawilżane są więc numerem 1 w moim podróżnym niezbędniku!

Od lat jestem ogromną fanką chusteczek WaterWipes — produkowanych w Irlandii chusteczek nawilżanych wyłącznie wodą z dodatkiem ekstraktu z pestek grejpfruta. Te chusteczki to jest dokładnie to, o czym marzyłam, jako mama Franka i Lili (serio przez lata zastanawiałam się, czy naprawdę nie można zrobić chusteczek nawilżanych tylko wodą!). Więc, jak tylko WaterWipesy pojawiły się w Polsce, to porzuciłam dla nich wszystkie inne chusteczki, których wtedy używałam.

Kiedy kompletowałam wyprawkę dla Felicji, to zwracałam dużą uwagę na to, by wybierać produkty jak najbardziej ekologiczne. Zamiast jednorazowych chusteczek, w domu używam  wielorazowych myjek (pisałam o tym TUTAJ), ale w torbie na wyjścia z Felką mam zawsze opakowanie WaterWipesów. W wakacje używam głównie chusteczek jednorazowych, bo większość czasu spędzamy gdzieś w podróży. No i po raz kolejny WaterWipesy postanowiły spełnić moje marzenie o chusteczkach idealnych, bo na początku wakacji w Polsce pojawiły się BIODEGRADOWALNE WaterWipesy <3

podróż z niemowlakiem

W naszą podróż zabieram więc kilka opakowań biodegradowalnych chusteczek wykonanych w 100% z wiskozy, które w odpowiednich warunkach ulegną biodegradacji w ciągu 12 tygodni! Mam więc moje ulubione chusteczki, w najlepszej, ekologicznej odsłonie! Wam też je polecam! Pamiętajcie, że obecnie można je kupić w Rossmannie, na Allegro i w Ekodrogerii.

2. Biodegradowalne woreczki (nie tylko) na pieluchy

Woreczki na zużyte pieluchy to moje kolejne macierzyńskie odkrycie. Na początku kupowałam takie woreczki po to, by móc poza domem zużytą pieluchę wrzucić właśnie do woreczka, a woreczek do torby (niestety wciąż nie wszędzie są kosze na śmieci). A potem okazało się, że te woreczki super sprawdzają się jako zabezpieczenie na wypadek choroby lokomocyjnej, jako worek na podróżne śmieci, których nie ma gdzie wyrzucić, worek na zabrudzone ubranka malucha itp. 

Za każdym razem kiedy wychodzę z Felką z domu, to w kosmetyczce z jej rzeczami mam zapasowe pieluchy, chusteczki nawilżane, ubranie na zmianę i właśnie woreczki. Nie ma się więc co dziwić, że pojawiły się one na mojej podróżnej liście. Nie jestem przywiązana jakoś szczególnie do jednej marki tych woreczków, zwracam uwagę, by były biodegradowalne i ważne jest też dla mnie to, by opakowanie było jak najbardziej ekologiczne. Dlatego najczęściej sięgam po woreczki Beaming Baby (w kartoniku) lub Kit&Kin (w rulonie), aczkolwiek w podróży lepiej sprawdzą się te w rulonie, bo zajmują zdecydowanie mniej miejsca.

3. Duży muślinowy otulacz

podróż z niemowlakiem

Jeśli chcemy ograniczyć ilość bagażu, jaki ze sobą zabieramy, to powinniśmy sięgać po takie rzeczy, które mogą pełnić wiele funkcji. Dlatego na wakacje z niemowlakiem gorąco polecam zabrać duży muślinowy otulacz, czyli dużą, cienką pieluchę. Ma ona mniej więcej milion funkcji — może być prześcieradłem i kocykiem, może chronić przed słońcem, można zrobić niej baldachim albo turban, jeśli zapomnicie czapki, może być plażowym kocem, matą do przewijania i zabawy, śliniakiem, ręcznikiem, a nawet da się z niego zrobić plażową sukienkę dla starszaka. Czego byście nie potrzebowali, da się to zrobić z otulacza! Ponoć sam MacGyver poza srebrną taśmą i scyzorykiem, miał zawsze pod ręką właśnie otulacz.

Poza milionem zastosowań otulacz jest również lekki, zajmuje mało miejsca i bardzo szybko schnie. No po prostu wakacyjny ideał. Swoją drogą ja biorę ze sobą dwa takie otulacze, tak na wszelki wypadek — jeden będzie w użyciu, a drugi w praniu.

4. Nosidło

Z doświadczenia przy starszej trójce wiem, że nosidło, to jeden z najważniejszych gadżetów podróżnych, który sprawdzi się bez względu na to gdzie, czym i z kim jedziemy. Wiedziałam więc, że w końcu przyjdzie dzień, w którym trzeba będzie ogarnąć nosidełko dla Felicji, ale nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko.

W zasadzie wyjazd do Norwegii znacznie przyspieszył ten zakup. Do tej pory chodziłam sobie z Felką na spacery w chuście. Motałam ją w górach i na plaży, i jak chciałam się przejść po lesie. Ale że w Norwegii to już nie będą przelewki, tylko zdarzą się też dłuższe trekkingi, to powiedziałam basta! Chusta jest super, ale noszę w niej tylko ja. A ja mam jeden kręgosłup, którego wymienić się nie da i potrzebowałam czegoś, w czym ponosi też ktoś inny, co będzie wygodne nie tylko w trakcie trekkingu w górach, ale też na przykład na lotnisku.

Żeby wybrać odpowiednie nosidełko dla czteromiesięcznego bobasa, udałam się na przymiarki nosidłowe do 24hugs.pl, gdzie certyfikowane doradczynie chustonoszenia dały mi pomierzyć mnóstwo różnych nosideł i pomogły wybrać takie, w którym pozycja niesiedzącej jeszcze Felki będzie jak najlepsza. U mnie stanęło na nosidle hybrydowym Kavka Handy, choć poważną konkurencję do Kavki stanowiło hybrydowe nosidło Storchenwiege. 

Polecam wam skorzystanie z takich przymiarek, bo pozwalają one na dobre dopasowanie nosidła. Co więcej, w 24hugs nie trzeba nosidła kupować, można też wypożyczyć, co jest moim zdaniem fajną opcją na początek, jeśli nie wiadomo jeszcze czy wszyscy w waszej rodzinie zostaną fanami noszenia i bycia noszonym.

5. Wózek

podróż z niemowlakiem

Nie ma opcji, żebym pojechała gdziekolwiek z niemowlakiem bez wózka. Mogę mieć najlepsze i najwygodniejsze nosidło dla dziecka, ale dziecko musi mieć też czas, w którym swobodnie leży i siedzi, a mój kręgosłup musi mieć choć trochę odpoczynku. Jeśli jedziemy z niemowlakiem poniżej 6 miesiąca życia i mamy możliwość zabrania ze sobą gondoli, to polecam ją zabrać, gdyż gondola w czasie wakacji posłuży za łóżeczko turystyczne i pozwoli nam się cieszyć (choć częściowo) nocnym życiem na wakacjach. Takiego maluszka łatwo do gondoli zapakować, przykryć kocykiem i ruszyć z nim na tętniącą życiem promenadę. 

Starszym niemowlakom warto zabrać spacerówkę z siedziskiem, które da się położyć w wygodnej do spania pozycji (nie musi być całkowicie na płasko, ale warto by miała podnóżek). Super jeśli taka spacerówka ma nieduże rozmiary, bo całkiem możliwe, że będziemy mogli zabrać ją ze sobą do samolotu, co znacznie ułatwi nam poruszanie się po dużych lotniskach. Jeśli szukasz kompaktowych spacerówek, które ułatwią wam podróże samolotem, to TUTAJ znajdziesz moje recenzje tych wózków.

Przyznaję, że bardzo dużo czasu zajęło mi myślenie nad tym, który wózek powinnam zabrać — czy gondolę, czy spacerówkę, czy taką rozkładaną na płasko, czy niekoniecznie. Gdybym jechała do hotelu, to na pewno wzięłabym gondolę (bo wtedy z tą gondolą chodziłabym na posiłki i inne hotelowe atrakcje), ale że jedziemy do domu znajomych, to nie mam ciśnienia na gondolę, wystarczy mi nieduża spacerówka, zwłaszcza że nocne życie będzie skupiało się raczej wokół ich salonu.


No i poza tym zabieram do torby pieluchy jednorazowe, trochę ubrań (ale bez przesady z ilością, bo takie małe ubranka to się szybko pierze w ręku) i małą kosmetyczkę (a w niej witaminę D, leki przeciwbólowe na wszelki wypadek, aspirator do nosa, krem na odparzenia i krem z filtrem). No i jeszcze fotelik samochodowy, kilka niedużych zabawek i dokumenty. I to wszystko! Oczywiście mogłabym zabrać ze sobą znacznie więcej rzeczy (najbardziej bym chyba chciała nasze łóżeczko turystyczne), ale tym razem chodzi o to, żeby zmieścić się do niedużych walizek, a nie do bagażnika naszego rodzinnego samochodu ;)

Wpis powstał przy współpracy z marką WaterWipes

zdjęcia: Agnieszka Wanat

Zobacz
więcej