Smoczek Bibi – czyli o tym, jak polubiłam smoczki

4.8

Nie takie złe smoczki jak je malują. Smoczki Bibi są świetne i tanie. Cena: 8 zł

Wygląd 5 Jakość 4.5 Cena 5

Używanie (bądź nie) smoczka to temat wiecznie gorących dyskusji wśród rodziców, zazwyczaj przeciwnicy smoczków zarzucają zwolennikom, że wybierają łatwiejszą drogę i krzywią zgryz swoim dzieciom. Ja jestem zwolenniczką wyluzowanego rodzicielstwa i zdrowego rozsądku, dlatego staram się nie zwiększać cierpień moich i dziecka (nie cieszy mnie ani godzinne słuchanie wycia dziecka zrozpaczonego brakiem smoczka, ani zdeformowany kciuk będący wynikiem znalezienia substytutu smoczka wbrew planom rodziców). Zanim urodziłam Franka uważałam, że smoczek jest absolutnie zbędny, wręcz szkodliwy i nie kupiłam żadnego w ramach kolekcjonowania wyprawki. Ale teoria teorią, a życie życiem.

Lila i Bibi
Lila i Bibi

Pokochałam smoczki będąc jeszcze w szpitalu, kiedy okazało się, że po pierwsze po angielsku smoczek to pacifier, czyli uspokajacz, a po drugie smoczek był tym, co po kilku godzinach ciągłego wiszenia na piersi odciągało uwagę Franka ode mnie. Dla mnie każde pół minuty, które udało mu się wytrzymać ze smoczkiem w buzi i bez płaczu było formą najwyższego relaksu. Później mieliśmy kilka trudnych miesięcy bez smoczka, ale po odstawieniu Franka od piersi, smoczek stał się dla niego niezawodnym towarzyszem w ciężkich chwilach.

Pierwszym smoczkiem, który dostaliśmy jeszcze w szpitalu, był szwajcarski smoczek Bibi, do którego do tej pory mam sentyment. Przede wszystkim dlatego, że przez pierwsze pół roku był to jedyny smoczek, który Franek tolerował (rzadko, ale jednak). Poza tym mają one bardzo klasyczny wygląd, przypominają mi te, które sama pamiętam z dzieciństwa. No i grafiki na tarczy smoczka są absolutnie urocze (pierwszy smoczek Franka schowałam na pamiątkę, bo nie byłam w stanie go wyrzucić :)). Plusem tych smoczków jest też to, że sprzedawane są razem z plastikowym etui, które chroni smoczek przed zabrudzeniami, kiedy trzymamy go poza buzią dziecka. Cena jest zupełnie nieszwajcarska, bo Bibi kosztuje tylko 16zł, czyli mniej niż bardzo popularne smoczki zachodnich marek. Szczerze mówiąc bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że Bibi jest już dostępne w Polsce, bo dla mnie to bardzo sentymentalny powrót do pierwszych miesięcy bycia mamą.

Gdyby ktoś z was zastanawiał się czy dać dziecku smoczek, albo chciał dać dziecku smoczek, ale bał się ostracyzmu ze strony tych „lepszych” rodziców, to poniżej podaje kilka argumentów za tym, dlaczego używanie smoczka jest rozsądne:

  • Dzieci jako młode ssaki mają potrzebę ssania, która zaczyna zanikać dopiero około 18 miesiąca życia (wiem to z mądrej książki dla lekarzy dentystów) i jakoś trzeba tę potrzebę zaspokajać – tutaj mamy do wyboru – karmienie piersią, karmienie butelką ze smoczkiem, używanie smoczka bądź ssanie kciuka.
  • Pozbycie się smoczka jest dziecinnie proste w porównaniu do oduczenia dziecka pakowania do buzi kciuka bądź całej ręki. Odstawienie smoczka uzależnionemu Frankowi zajęło około 2 tygodni – najpierw pochowaliśmy wszystkie smoczki i ograniczyliśmy ich użycie tylko do zasypiania, po tygodniu zrezygnowaliśmy ze smoczka w ogóle, po następnych kilku dniach Franek nie pamiętał, że go używał. O kciukach i rękach pchanych do buzi słyszałam bardziej drastyczne historie.
  • Bycie rodzicem jest ogromnym wyzwaniem, czy naprawdę musimy sobie to jeszcze bardziej utrudniać? Moim zdaniem nie. Jeśli uspokajanie smoczkiem sprawi, że odetchniemy chociaż na chwilę, to zróbmy to.

Oczywiście dając dziecku smoczek musimy się też wykazać zdrowym rozsądkiem, czyli:

  • Nie wpychajmy smoczka do buzi za każdym razem, kiedy dziecko się krzywi. Czasami wystarczy je przytulić – szczególnie, jeśli mamy do czynienia z dzieckiem, które co nieco już rozumie.
  • Starajmy się odstawić dziecko od smoczka, kiedy jest już na to gotowe (myślę, że spokojnie można to zrobić do 2 roku życia) – przede wszystkim zróbmy to dla dobra naszego dziecka zanim pójdzie do przedszkola. Widywane przeze mnie dość często na wakacjach brytyjskie pięciolatki ze smoczkiem w buzi wyglądają dość egzotycznie.
  • Starajmy się minimalizować czas, który dziecko spędza ze smoczkiem w buzi, czyli jeśli dziecko zasypia ze smoczkiem, to mu na to pozwólmy, ale wyciągnijmy smoczek z buzi jak dziecko zaśnie – w ten sposób ograniczymy negatywny wpływ smoczka na zgryz dziecka.
  • Pamiętajmy o dostosowaniu smoczka do wieku dziecka i wymianie smoczka na nowy, co kilka miesięcy. Skoro sami zmieniamy szczoteczki do zębów co 3 miesiące, to pozwólmy dzieciom cieszyć się czystym smoczkiem równie często.
Próba wyciągnięcia Bibi z etui
Próba wyciągnięcia Bibi z etui

Zdaję sobie sprawę, że obecnie dominujące trendy to eliminowanie smoczków i butelek ze smoczkiem oraz uczenie noworodków picia z kubka, ale nie dajmy się zwariować. Pamiętajmy o tym, że nasze dzieci to ssaki (od ssania :)) i, że jeśli nie jesteśmy w stanie zaspokoić potrzeby ssania w sposób naturalny to wykorzystajmy do tego cuda techniki. Przy mądrym podejściu do smoczków, żadna krzywda się naszemu dziecku nie stanie, a być może nawet uda nam się uniknąć negatywnych skutków braku smoczka.