Kapsuła czasu – nasz pomysł na pamiątki z dzieciństwa [KONKURS]

Czy pamiętacie, kiedy wasze dziecko pierwszy raz powiedziało „mama”? Kiedy zaczęło chodzić albo jak wyglądały jego pierwsze urodziny? Jak wyglądał pierwszy rysunek przyniesiony z przedszkola? Jestem pewna, że jeśli te wszystkie chwile wydarzyły się kilka lat temu to szansa na to, że pamiętamy jakikolwiek szczegół, jest minimalna. Nie musimy jednak z tego powodu rwać sobie włosów z głowy, w końcu nasi rodzice też nie pamiętają za wiele z naszego dzieciństwa. Warto jednak zrobić coś, by móc wracać pamięcią do tych wszystkich wspomnień!

Za każdym razem, gdy byłam w ciąży, kupowałam specjalny album, w którym mieliśmy spisywać wszystkie najważniejsze chwile w pierwszym roku życia nowego członka rodziny. Album Franka jest wypełniony w każdym szczególe, u Lili nie ma zdjęć i brakuje kilku informacji, Hela nie ma albumu w ogóle. Podejrzewam, że tak to wygląda w każdym domu z większą liczbą dzieci, gdyż ja sama (środkowe dziecko) mam dwa razy mniej zdjęć z dzieciństwa niż mój straszy brat i dwa razy więcej niż młodsza siostra! Nie mniej jednak ten zanik entuzjazmu do wypełniania albumów, raz na jakiś czas boli, bo co ja powiem Heli, gdy kiedyś się zapyta, gdzie jest jej książka.

Dużo lepiej mi idzie zbieranie różnych pamiątek — zatrzymałam bransoletki ze szpitala, ubranka, w których wychodzili do domu, pierwsze buciki, ubranka z Chrztu, gazety z dnia narodzin, stare paszporty, kartki z życzeniami, ulubione zabawki i książeczki. I tutaj już nie ma dyskryminacji ze względu na kolejność narodzin — każde z dzieci ma tak samo duży zbiór wspomnień!

kapsuła czasu

Miałam zawsze spory problem ze zdjęciami — ja sama mam około 50 zdjęć z własnego dzieciństwa. Niby niedużo, a jednak każde ze zdjęć jest wywołane, opisane i ma swoje miejsce w albumie. Moje dzieci mają miliony zdjęć, ale większość jest zawieruszona w starych telefonach bądź w czeluściach komputera, zresztą zdjęcia sprzed dekady są tak kiepskiej jakości, że w zasadzie nie ma znaczenia, kto na nich jest i tak ciężko go rozpoznać ;)

Kolekcjonowanie zdjęć zaczęło mi iść znacznie lepiej, gdy zaprzyjaźniłam się z fotografką Agnieszką Wanat. Do zrobienia pierwszej sesji zdjęciowej (byłam wtedy w ciąży z Helą) zostałam w sumie przez nią zmuszona, a potem się okazało, że te sesje to nasza tradycja. Raz w roku Agnieszka robi nam wszystkim zdjęcia i za każdym razem są one tak piękne, że chcąc nie chcąc muszę je wydrukować. Albumy robione co roku na święta cieszą się ogromną popularnością wśród naszych dzieci, które uwielbiają wracać do swoich zdjęć z lat „młodości”. Na tych zdjęciach wspaniale widać, jak dzieci rosną, a my chudniemy albo tyjemy, w zależności od okoliczności.

Tak sobie myślę, że te nasze sesje zdjęciowe to chyba najlepszy pomysł na pamiątki. I jestem Agnieszce bardzo za ten pomysł wdzięczna, bo dzięki temu i ściany, i albumy zapełnione mamy przepięknymi zdjęciami rosnących dzieci.

Jednak zorganizowanie takiej sesji to często duży wysiłek organizacyjny (bo wiecie zgrać rodzinę i fotografa, to nie jest prosta rzecz, zwłaszcza jeśli w domu mamy noworodka), chociaż dla mnie najtrudniej było się przełamać, bo nie czuję się komfortowo w zupełnie nowych sytuacjach. Ale okoliczności (a raczej Agnieszka) mnie zmusiły i jakoś poszło! Jeśli wy też macie takie obawy i ciężko wam się zdecydować na taką profesjonalną sesję zdjęciową, to mam dla was wspaniałą propozycję!

Lovela, którą zapewne każda przyszła i młoda mama zna, organizuje konkurs „Miłość na pierwszym planie” i w tym konkursie do wygrania są 3 profesjonalne sesje zdjęciowe! Wystarczy mieć w domu niemowlaka i jedno piękne zdjęcie razem z nim! Poza tym trzeba się zgłosić do konkursu na stronie www.lovela.pl/konkurs oraz kupić dowolny produkt Lovela w sklepie sieci Biedronka (i zachować paragon).

A to jeszcze nie wszystko, gdyż jedna spośród trzech wybranych mam, zostanie Nową Twarzą Loveli, a zdjęcie jej i dziecka trafi na wybranie opakowania produktów Lovela. No i to będzie taka pamiątka dla jej dziecka, że absolutnie nikt ani w przedszkolu, ani w szkole tego nie przebije. Dziadkowie pewnie będą jeździć od sklepu do sklepu, by wykupić produkty z wnukiem, a potem te Lovele będą rozdawać w prezencie przyjaciołom i sąsiadom, bo co jak co, ale wnuka to mają najwspanialszego i należy się nim pochwalić! W sumie każdy z nas chciał być tym chłopcem z opakowania Vibovitu!

Jeśli jednak czujecie, że jesteście zbyt nieśmiałe na zrobienie sobie takiej sesji, to jest jeszcze konkurs na instagramie — do wygrania jest 60 zestawów produktów Loveli. Wystarczy swoje zdjęcie z niemowlakiem wrzucić na instagram z #nowatwarzloveli :) Oba konkursy trwają do 6 listopada (więc macie sporo czasu do namysłu) a regulaminy znajdziecie na www.lovela.pl/konkurs.

Gdzie trzymać te wszystkie pamiątki z dzieciństwa?

Sześć lat temu na targach artykułów dziecięcych, wśród miliona produktów dla dzieci zobaczyłam coś, co nazywało się „kapsułą czasu” – piękne pudełko, do którego można schować pamiątki z dzieciństwa, zdjęcia, listy napisane do dziecka i wszystko to, co chcielibyśmy zachować pomimo upływającego czasu. Sam produkt wydawał mi się drogi, ale pomysł pokochałam. Sama przecież miałam sporo takich pamiątek po rosnących dzieciach — rzeczy, których nie chciałam nikomu oddać. Pomyślałam więc, że sama zrobię moim dzieciom kapsuły czasu!

… i tak minęło sześć lat!

Jakoś nigdy nie miałam chwili na to, by zrobić porządek w tych pamiątkach. Oczywiście zbierałam je do różnych pudełek i torebek, odkładałam na strych i obiecywałam, że w końcu to wszystko ogarnę — wywołam zdjęcia, wypiorę i wyprasuję ubranka, i posegreguję przedszkolne arcydzieła. I w końcu nastał ten dzień! Ogarnęłam się, kupiłam 3 duże kartonowe pudełka (w 3 różnych kolorach, żeby nie było wątpliwości, które jest czyje), zaczęłam segregować zdjęcia, kartki, książeczki, wyprałam ciuszki i zapakowałam do tych kapsuł czasu, które następnie zaniosłam na strych z dala od ciekawskich dziecięcych oczu i niecierpliwych rąk. Zależy mi bardzo na tym, by całość dotrwała do ich osiemnastych urodzin.

kapsuła czasu

Zajęło mi to masę czasu, głównie dlatego, że przeglądanie tych wszystkich sentymentalnych staroci trwało okropnie długo. Każdy wycinek z gazet, wywołane zdjęcie czy maleńki bucik budził we mnie mnóstwo wspomnień, więc czasem mijało kilka ładnych minut, zanim byłam gotowa odłożyć te ślady przeszłości do pudełka. Ale było warto! Bo co, jak co, może nie każde z moich dzieci ma skrupulatnie wypełniony „Albumu mojego dziecka”, ale za to każde ma swoją własną „kapsułę czasu”, do której będę jeszcze na pewno coś dorzucać.

fot. Agnieszka Wanat

Wpis powstał we współpracy z marką Lovela.