10 najlepszych gadżetów 2017 roku – subiektywny ranking MamyGadżety

Po raz czwarty w prawie pięcioletniej historii bloga przygotowałam gadżetowe podsumowanie minionego roku! Było to zadanie bardzo przyjemnie, choć nieco czasochłonne, bo wymagało przejrzenia wszystkich moich zeszłorocznych wpisów, waszych komentarzy, maili i pytań dotyczących gadżetów, które pokazywałam na blogu w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pozwoliło mi to wybrać te produkty, które cieszyły się największym zainteresowaniem wśród czytelników. Na wasze zachwyty i zapytania nałożyłam moją subiektywną opinię i wybrałam 10 takich gadżetów, które znalazły się w wyróżnionej dziesiątce.Niektóre z tych gadżetów, to takie pewniaki, że w zasadzie mogłam je tam wrzucić bez sprawdzania czegokolwiek (jak Mommy Bag czy Water Wipes), ale niektóre to dość duże zaskoczenia. Na przykład nie spodziewałam się, że w takim zestawieniu może znaleźć się książka, ale okazało się, że po przeczytaniu mojej recenzji kupiłyście kilkaset (!) egzemplarzy, no i jakoś tak głupio by było, gdyby nie upamiętnić mojego wpływu na wzrost czytelnictwa w Polsce ;)

A teraz już całkiem poważnie zapraszam do lektury. Sprawdźcie co nas w tym roku zachwyciło!

Książka „Mamo, chcę kupę”

Kto by pomyślał, że książka o nauce odpieluchowania może stać się hitem? Jak się okazuje, niczego podczas tego trudnego etapu nie potrzebujemy bardziej niż kilku sprawdzonych rad opisanych tak zabawnie, że ciężko się od książki oderwać. Poradnik „Mamo, chcę kupę”został napisany przez bardzo doświadczoną, amerykańską trenerkę nocnikową (tak, mają tam taki zawód), która zdradza swoje sprawdzone sposoby na pozbycie się pieluch. Dużą zaletą książki jest to, że po lekturze nie czujemy się złymi rodzicami, nie traktujemy pieluchy na pupie dziecka, jako wroga, tylko po prostu podchodzimy do odpieluchowania, jako procesu, przez który możemy przejść z pomocą tej książki lub bez niej. Bardzo cenną perspektywą jest doświadczenie autorki — pracując z tysiącem dzieci i ich rodzicami widzi, jak często nieświadomie popełnianie przez nas błędy odsuwają etap odpieluchowania w coraz bardziej odległą przyszłość, pozwala nam też zrozumieć, jak ogromną zmianą jest dla dziecka pozbycie się pieluchy. Naprawdę jest to bardzo dobra książka dla rodziców kilkulatków, którzy nie mają pojęcia jak się do tego zabrać. Zresztą wiem, że porady z tej książki z sukcesami wykorzystywały czytelniczki bloga, więc to nie tylko mój zachwyt :)

Więcej o książce możecie przeczytać w mojej recenzji – TUTAJ.

Torba Mommy Bag

Wiecie, po czym poznaję, że coś będzie modne? Po tym, że jak widzę to po raz pierwszy, to myślę „strasznie dziwne, ale muszę to mieć”. Dokładnie to pomyślałam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Mommy Bag. Zdecydowanie zbyt duża, z ostentacyjnym napisem, ale z uroczym mechanizmem otwierającym à la neseser lekarski. Na targach w Kolonii podchodziłam do niej ostrożnie, w Kielcach widziałam, że wszystkim młodym mamom na jej widok świecą się oczy, a kiedy pojawiła się w sprzedaży, to praktycznie od razu została wykupiona i trzeba było na nią czekać.

Powiem szczerze — ja ją bardzo lubię, bo jest moją najlepszą torbą na krótkie i długie wyjazdy — jestem w stanie tam zapakować połowę domu, albo tylko kilka rzeczy, może być torbą podręczną, lub torbą na wszystko. No i przyciąga uwagę, więc jest idealna, jeśli chcecie wzbudzić zainteresowanie, jeśli musicie się ukrywać, to lepiej jej nie kupować ;) Jedyna jej wada to kolor, bo ta beżowa dość łatwo się brudzi, ale z granatową i czarną nie powinniście mieć już takiego problemu.

Więcej o torbie możecie przeczytać w moim poradniku wakacyjnym – TUTAJ.

Gryzaki Oli&Carol

Gryzaki Oli&Carol pojawiły się w Polsce przed świętami, więc dopiero zaczynają podbój niemowlęcych wyprawek, ale już teraz dostaję mnóstwo pytań na ich temat i często sama polecam jako niedrogi, ale bardzo wyjątkowy prezent dla takiego malucha.

Zabawki Oli&Carol są ręcznie robione w Maroko z całkowicie naturalnych składników. Są certyfikowane i ekologiczne. A do tego są przepiękne! Projekty są bardzo klasyczne, wzorujące się na designie lat 60. i 70. Absolutnie zauroczyły mnie łódeczki „origami”, szczerze mówiąc, jest to najładniejsza zabawka do kąpieli, jaką widziałam. Zostałam też absolutną fanką gryzaków w kształcie owoców i warzyw, które wyglądają tak realistycznie, że ciężko ich nie ugryźć! Z całą pewnością już wkrótce będą królować na Instagramie wśród polskich mam. Na razie można je kupić TUTAJ.

Robot Photon

To kolejna premiera końcówki roku, ale o Photonie jest głośno od tak dawna, że z powodzeniem można umieścić go wśród największych hitów ubiegłego roku. Photon to pierwszy polski robot do nauki programowania. Pochodzi z Białegostoku, ale karierę robi ogólnoświatową, bo istnieje w dużej mierze dzięki kampanii na Kickstarterze. Moim zdaniem jest to świetny robot dla dzieci od piątego, szóstego roku życia.

Photon uczy się razem z dzieckiem, więc jest dokładnie na takim poziomie zaawansowania, jeśli chodzi o programowanie, jak dziecko – zaczyna od nauki poruszania się, a potem jest coraz trudniej. Wbudowanych ma mnóstwo czujników (ruchu, światła, dźwięku i innych cudów), dzięki którym można programować bardzo skomplikowane sekwencje. Ogromnym plusem jest polska aplikacja, bo dzieci umiejące czytać ogarną go samodzielnie. Do programowania potrzebuje telefonu lub tabletu z zainstalowanymi aplikacjami.

Jest to produkt, który do oficjalnej sprzedaży trafił na początku grudnia i w zasadzie przed świętami trudno było go już dostać. Wcale się nie dziwie, bo to świetny prezent dla starszych dzieci. Jeśli planujecie zakup Photona, to nie odkładajcie tego na maj, bo z całą pewnością zabraknie go w sklepach także w okresie komunijnym :)

Chusteczki nawilżane Water Wipes

Wprowadzenie do Polski chusteczek Water Wipes to bez wątpienia jeden z większych zeszłorocznych sukcesów w całej branży dziecięcej. Jestem pewna, że rok temu nikt by nie przewidział, że nie najtańsze chusteczki nawilżane mogą osiągnąć w Polsce taki sukces — bo przecież marka nieznana, budżet na reklamę mały, no i produkt raczej niszowy. Tymczasem okazało się, że produkt wcale niszowy nie jest, bo o chusteczkach, które nawilżane są tylko wodą, marzy spora część świadomych rodziców, którzy nie do końca rozumieją, czemu muszą wycierać dziecku pupę czymś innym niż tylko wodą. No i duży budżet na reklamę nie jest potrzebny, jeśli ma się produkt, które mamy pokochają i będą o nim mówić każdej napotkanej osobie.

Ja te chusteczki uwielbiam nie tylko ze względu na skład, ale również na to, że uczą trochę innego podejścia do mycia dziecięcych pup i w swojej komunikacji polecają używanie chusteczek poza domem i mycie pupy zwykłą wodą w domu. To się rzadko zdarza, bo zazwyczaj producenci bardzo nalegają na to, by używać chusteczek jak najczęściej. Ale uczciwe podejście do konsumentów się opłaca, co widać po wyczyszczonych z Water Wipesów półkach Rossmanna :) Chusteczki były wśród zwycięzców mojego subiektywnego przeglądu chusteczek, jeśli chcesz zobaczyć, jak wypadły na tle konkurencji to zapraszam TUTAJ.

Kaszki Czary Mamy Helpa

O kaszkach Czary Mamy pisałam już wczoraj, bo mój tekst na ich temat był jednym z popularniejszych tekstów zeszłego roku. To jest kolejny świetny produkt, który jest odpowiedzią na potrzeby świadomych rodziców. Chcemy odżywiać dzieci zdrowo, zdajemy sobie sprawę z ogromnego problemu, jakim jest otyłość polskich dzieci, a mimo to ciągle na półkach z żywnością dla niemowląt i małych dzieci króluje cukier z dodatkiem kaszy. Taki los rodzica, że jeśli chce mieć duży wybór zdrowych kaszek, to musi się trochę wysilić i rozszerzyć poszukiwania poza najbliższy sklep.

Kaszki Helpa Czary Mamy, to produkt stworzony przez dwie mamy — lekarza i dietetyka, które nie mogły znaleźć na sklepowych półkach kaszki, która w 100% spełni ich oczekiwania. Dlatego stworzyły własny produkt — naturalne kaszki z polskich zbóż, które można przygotować szybko, pomimo że nie są kaszkami błyskawicznymi, które można sobie dosłodzić w naturalny sposób, czyli dodać do nich owoce świeże lub sproszkowane owoce liofilizowane sprzedawane jako Różdżki Smaku Helpa. To jest jeden z lepszych dziecięcych produktów, który zadebiutował w zeszłym roku i najlepszy dowód na to, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” ;)

Jeśli chcecie przeczytać więcej na temat produktów Helpa, to zapraszam do lektury mojej recenzji – TUTAJ.

Ubrania dziecięce MyBasic

MyBasic to kolejny świetny polski produkt i polskie wykonanie! Czy mogą istnieć dobre jakościowo, niedrogie ubrania szyte w Polsce? Mogą i istnieją, ale szczerze mówiąc, zazwyczaj najczęściej robimy zakupy w dyskoncie czy galerii handlowej, a tam ciężko znaleźć takie ubranka. Warto jednak trochę poszperać w internecie, bo tam właśnie można trafić na markę MyBasic, którą w ubiegłym roku stworzyła mama nie do końca zadowolona z ubrań dostępnych w polskich sklepach.

W MyBasic znajdziemy ubrania bardzo klasyczne, które każde dziecko ma w szafie (koszulki, bluzy, spodnie, spódniczki, legginsy czy bodziaki). Nie znajdziemy tam ubrań o wymyślnych krojach czy w modnych printach, ale każde ubranie sprzedawane jest w kilku (często bardzo żywych) kolorach, więc można dobrać bardzo kolorowe zestawy. Z założenia ceny nie przekraczają 60 zł, a najtańsze ubranko (legginsy dla niemowlaków) kosztuje 19,90 zł. Moje dzieci mają z MyBasic kilka ubraniowych zestawów i jestem naprawdę z nich zadowolona – uwielbiam te żyw kolory, które wcale nie tak łatwo teraz znaleźć w dziecięcych kolekcjach.

Mam też wrażenie, że mogłabym trochę częściej pisać o takich markach, które oferują niedrogie dziecięce ciuchy szyte w Polsce, bo w sumie to jest coś, czego bardzo często, jako rodzice, szukamy :)

Wózek Joolz Day 2

No nie mogłoby w tym zestawieniu zabraknąć najbardziej popularnej recenzji minionego roku. Joolz Day 2 to jeden z moich ulubionych wózków 2w1 i szczerze mówiąc, gdybym dziś miała wybrać wózek dla niemowlaka, to byłby on mocnym faworytem. Jest to wózek przemyślany w każdym calu, bardzo funkcjonalny i pięknie wykonany. Ja zawsze się za nim obracam na ulicy, nawet jeśli widzę go co chwilę.

To jest też ten wózek, o który dostaję mnóstwo pytań i na który decyduje się sporo czytelniczek bloga. W 100% was rozumiem :) Istnieje duża szansa, że Joolz pojawi się w zestawieniu przyszłorocznym, bo już wiosną pojawi się nowy, bardziej miejski model Joolz Hub, który z całą pewnością zostanie poddany moim testom :)

Wszystkiego o Joolz Day 2 dowiecie się z mojej recenzji, którą znajdziecie TUTAJ.

Wózek Kees K2Go

A to najpopularniejsza spacerówka 2017 roku — o żaden wózek nie dopytywałyście tak często, jak o Keesa. Jest mały, lekki i co najważniejsze niedrogi, więc jest idealną spacerówką w podróż. U nas Kees jest od niecałego roku, ale muszę przyznać, że bardzo się polubiliśmy. Mam nawet podejrzenia, że gdybym miała zostawić sobie tylko jedno takie maleństwo, to wybór padłby właśnie na Kees K2Go, a w garażu ma całkiem sporą konkurencję!

Całą moją recenzję można przeczytać, a nawet zobaczyć w wersji filmowej TUTAJ.

Fotelik samochodowy Takata Maxi

gadzety

W tym roku recenzji fotelikowych nie pojawiło się na blogu dużo, ale jedna wywołała szczególnie duże zainteresowanie. Fotel dla starszaków Takata Maxi robi dość spore zamieszanie, bo jest jednym z ciekawszych fotelików 15-36 kg. Mam wrażenie, że on najlepiej pasuje do każdego dziecka i każdego samochodu, co czyniłoby z niego prawdziwy ideał, gdyby nie cena :) Jest to najdroższy fotelik w kategorii! Chociaż warto pamiętać, że używa się go najdłużej ze wszystkich foteli, więc można sobie taki zakup zracjonalizować :)

Jedno jest pewne, trzeba się mocno zastanowić zanim przeczytacie moja recenzję TUTAJ i przymierzycie się do tego fotela w sklepie, bo może się okazać, że nie będziecie potrafili go nie kupić :)

I jak? Wasi gadżetowi faworyci znaleźli się na liście? Jeśli nie, to koniecznie dajcie znać w komentarzach! Z całą pewnością te komentarze pomogą mi stworzyć listę gadżetów, które muszę przetestować w 2018 roku :)